- ISAAA! WSTAWAAAJ!- obudziły mnie wrzaski Gerarda. Nie była to najprzyjemniejsza pobudka jaką miałam.
- Geri skarbie, daj mi spać.- powiedziałam spokojnie i naciągnęłam kołdrę na głowę.
- Jak zaraz nie ruszysz swojego szanownego tyłka, to ja się spóźnię na trening, a ty do pracy. Tak dla przypomnienia skarbie.- powiedział dosyć ironicznie ostatnie słowo. Ale zaraz?! Coo?!! W tym momencie zerwałam się z łóżka jak oparzona. Zapomniałam o praktykach! Niewierze...
W pośpiechu zdjęłam t-shirt i podbiegłam do szafy.
- Emmm, striptiz to po robocie bym prosił.- zaśmiał się uwodzicielsko Gerard, a ja tylko przewróciłam oczami.
- Nigdy się przed tobą nie krępowałam, ale właśnie dałeś mi znak, że jednak powinnam. I się tak nie gap, tylko też się chociaż ogarnij trochę.
- Już zdążyłem wrócić do domu po sprzęt na trening i jakbyś nie zauważyła, przebrałem się.- faktycznie miał na sobie inne ciuchy niż wczoraj.
- No dobra, dobra. Tooo... Idź zrób coś do jedzenia, a ja się przebiorę na spokojnie.- pokazałam gestem, że ma spadać. Tym razem to on przewrócił oczami i wyszedł.
Od razu pobiegłam do łazienki by wziąć szybki prysznic. Załatwiłam to błyskawicznie, następnie włożyłam na siebie białą bokserkę i spodenki z Lechii, które kiedyś dostałam od Maćka Makuszewskiego. Zrobiłam lekki makijaż i wróciłam do pokoju by spakować do torby najpotrzebniejsze na dziś rzeczy.
W pełni gotowa, udałam się do kuchni, w której mój przyjaciel miał przygotować jedzenie. Pomimo braku talentu kulinarnego od strony Pique, nie widziałam żadnego dymu, ani dużego bałaganu.
- Szybko szamaj bo musimy zaraz jechać.- oznajmił kładąc przede mną talerz z kanapkami. Pochłonęliśmy wszystko z prędkością światła.
- No to ja czekam na ciebie w aucie.- rzucił Gerard i zniknął za drzwiami wejściowymi. Ja tylko zwinęłam z wieszaka moją siwą bluzę, zamknęłam mieszkanie i ruszyłam za przyjacielem.
Całą drogę się nie odzywaliśmy. Ta cisza była poniekąd bardzo dziwna. Pierwszy raz Geri był skupiony w 100% na drodze. Nie rozśmieszał mnie, nie zagadywał. Nic.
Gdy dojechaliśmy do Ciutat Esportiva, szybko wyszliśmy z auta i półbiegiem udaliśmy się do budynku.
- Geri, gdzie trener Martino ma swoje biuro?- zapytałam przyjaciela.
- Emm, idź tym korytarzem prosto. Ostatnie drzwi na lewo.- oznajmił pokazując mi ręką stronę, w którą mam się kierować.- I nie denerwuj się tak, bo ja zaraz zacznę przeżywać, a tego chyba nie chcesz.- odparł.
Może miał racje. Jednak nadal boję się jak przyjmie mnie trener i reszta drużyny i sztabu.
- Dobra Izuś, ja spadam do szatni, Do zobaczenia na murawie.- cmoknął mnie nieśmiało w policzek, po czym pobiegł do 'swoich'. Ja natomiast poszłam za jego wskazówkami i odnalazłam biuro 'Taty'. Dobra, najwyżej będę żałować, że się na to zgodziłam.
Zapukałam w ciemno-granatowe drzwi.
- Proszę.- usłyszałam stłumiony za ścianą głos. Cicho weszłam do pomieszczenia.
- Witam, witam. Pewnie jesteś naszą nową praktykantką?- przywitał mnie wesoło Martino. Nie ukrywam, że jestem podekscytowana tym spotkaniem. Właśnie rozmawiam z trenerem najlepszego klubu na świecie!
- Dzień dobry trenerze. Tak, ja na praktyki. Jestem Isabell Murawska.- wydusiłam w końcu.
- Ohhh, proszę. Mów mi Gerardo. Dziwnie się czuję gdy ktoś mówi do mnie tak oficjalnie.- poprosił. Coś czuję, że będę się z nim nieźle dogadywać.
- Jasne tre... Znaczy Gerardo.- uśmiechnęłam się nieśmiało.- To od czego mam dzisiaj zacząć?
- No więc dzisiaj pod koniec treningu, mogłabyś wziąć każdego po kolei do siebie na 10 minut. Pogadasz z każdym, poznacie się. To tak na początek.- oznajmił.- No więc, zaraz pokażę ci Twój gabinet, a następnie udamy się na murawę. Poobserwujesz moich chłopców. Może nie będzie to dla ciebie zbyt pasjonujące, ale niektórych piłkarzy mamy przystojnych.- zażartował.
- Właśnie dla mnie to jest bardzo pasjonujące.- palnęłam. Kurde, mogę mu powiedzieć teraz, lub czekać aż dostanie moje wszystkie papiery z Polski i sam się dowie. Zresztą, to mój pracodawca. Musze mu zaufać.- Bo ja sama kiedyś dużo grałam. Od dziecka moje życie obraca się głównie wokół footballu.- powiedziałam nieśmiało, a trenera chyba trochę zamurowało.
- Więc na przykład twoje spodenki to nie przypadek?
- Nie, należały do mojego kolegi z klubu.
- A więc, grałaś w Lechii Gdańsk. Gdzieś jeszcze?
- Jako mała dziewczynka pogrywałam w Elanie Toruń. No i grałam w szeregach polskiej reprezentacji do lat 18.- dziwnie mi było o tym opowiadać 'obcemu' facetowi.
- To rewelacyjnie! Myślałaś, żeby może wrócić do sportu?
- Nie...
- Bo wiesz mogę szepnąć dobre słówko o tobie trenerowi Barcy Femenin.- uśmiechnął się serdecznie, a ja chciałam krzyczeć ze szczęścia. To było moje marzenie, ale doskonalę zdaję sobie sprawię, że nie mogę. Nie teraz...
- Nie mogę teraz grać, przepraszam.- bolały mnie własne słowa...
- Nie przepraszaj, ale jakbyś zmieniła zdanie to daj znać. Ale mam też inną propozycję. Może zostaniesz moją asystentką? Chodzi mi bardziej o doradzanie w treningach, strategiach, ustawieniu. Oczywiście z obiektywnego punktu widzenia. Co ty na to?- zapytał z nutą nadziei w głosie. Sama nie wierzyłam w to co słyszę.
- Zgadzam się, ale mam wielką prośbę.
- Zamieniam się w słuch.
- Na razie nikt się nie może dowiedzieć o tym, że grałam. Czy możesz mi obiecać, że nikomu nie powiesz?- spytałam błagającym tonem.
- Ta rozmowa pozostaje między nami, jednak gdy przyjdzie reszta twoich papierów będzie miał je do wglądu Zubizaretta.
- Jasne i bardzo dziękuję za zaufanie.
- Nie ma za co. A i tak na dopełnienie. Jesteś ważnym członkiem zespołu, więc będziesz musiała jeździć z nami na każde mecze, domowe jak i wyjazdowe. Będziesz siedziała z nami na ławce trenerskiej. Liczymy na ciebie.- uśmiechnął się do mnie promiennie.- A teraz już chodźmy, bo jesteśmy trochę spóźnieni.
Myślałam, że zaraz mi serce wyskoczy z piersi. To było spełnienie marzeń. Coś niemożliwego dla młodej polki.
- Tutaj jest twój nowy gabinet.- podał mi klucz, wskazując na bordowe drzwi obok piłkarskiej szatni.- Zostaw rzeczy i przebierz się w to co zostawiliśmy ci na biurku. Co tydzień będziesz dostawała nowy komplet naszych uniformów. Ja pójdę po chłopaków i widzimy się za chwilę na zewnątrz.- oznajmił wesoło.
Weszłam do niewielkiego pokoju z granatowymi ścianami. Przy dużym oknie z widokiem na boisko stało dębowe biurko, a przy nim jedno duże, miękkie krzesło z jednej strony i dwa zwykłe drewniane z drugiej.
Na ścianach wisiały stare fotografie stadionu, piłkarzy, kibiców.
Ale muszę się teraz skupić! Szybko przebrałam się w uniform sztabu szkoleniowego. Już czas...
Od razu po wyjściu z gabinetu udałam się w stronę boiska. Już słychać było pierwsze polecenia trenera. Gdy przekraczałam próg wyjścia na dwór, ogarnął mnie strach. Idąc w stronę uśmiechniętego trenera, czułam na sobie palące spojrzenia zawodników. Starałam się iść pewnie. Mam nadzieję, że chociaż trochę mi się to udało.
- No chłopcy podejdźcie tutaj.- a oni stanęli przed nami w dwuszeregu.- To jest Isabell Murawska. Wasza pani psycholog oraz moja nowa asystentka.- gdy spoglądałam na piłkarzy, wszyscy się przyjaźnie uśmiechali. Wszyscy poza Cesciem... Więc chyba mnie skojarzył...- No więc.- kontynuował Martino.- Macie teraz 5 minut na to żeby się przedstawić. Pod koniec treningu, Isa weźmie każdego z was na krótką rozmowę 'zapoznawczą'.- każdy skinął głową na potwierdzenie.- Powodzenia.- dodał bezpośrednio do mnie i odszedł kawałek dalej by chłopaki mięli 'pole do manewru'.
- Hej Mała. Jestem Alves. Dani Alves.- zaczął pierwszy.
- Hej, Isa jestem.- uśmiechnęłam się delikatnie.
- Pique miał racje, że jesteś śliczna.- szeroko się uśmiechnął.
- Siemka, Ney jestem. Miło Cię poznać Isa.- młody Brazylijczyk pocałował wierzch mojej dłoni, a ja czułam jak się rumienię.
- Ja jestem Xavi, a to jest Leo i Andres. Witamy w zespole.- uśmiechnął się szeroko kapitan, pokazując na kolegów stojących z boku.
- Cieszymy się, że będziesz z nami współpracować!- przytulił mnie któryś z piłkarzy.- Jordi, miło mi.- przywitał się ściskający mnie. Więc to był Alba. Zawsze wydawał mi się taki nieśmiały a tu proszę. Gdy tylko mnie puścił, poczułam jak ktoś inny zaczyna obejmować mnie w pasie od tyłu.
- Hej piękna. Jak pierwszy dzień?- znałam doskonale ten subtelny głos.
- Hej Alexis. A bardzo dobrze, miło że pytasz.
- I co sądzisz o naszej boskiej drużynie?- puścił mnie i stanął na przeciwko.
- Jesteście zdrowo porąbani.- zaśmiałam się pokazując na Sergiego Roberto goniącego Bartrę, który uciekał ze spodenkami tego pierwszego.
- No tak.- zaśmiał się.- No to powodzenia..
Chyba przywitała mnie cała drużyna. Przynajmniej tak przez chwile myślałam puki nie zobaczyłam mojego przyjaciela u boku Fabregasa zmierzających ku mnie. Geri wyglądał na prze-szczęśliwego, Cesc już niekoniecznie.
- Witam ponownie Młoda.- zawołał wesoło obrońca, pocałował mnie w policzek i objął ramieniem.
- Ja chyba też przedstawiać się nie muszę...- rzucił oschle Fabs, nawet nie zaszczycając mnie spojrzeniem.
- Co ty w ogóle do mnie masz?- nie wytrzymałam. Już chciałam coś dodać, ale Pique mnie wyprzedził.
- Możecie się uspokoić? Spróbujcie być chociaż dla siebie mili.- rzucił obrońca i wrócił do kolegów. Fabregas podniósł wzrok i zmierzył mnie od stóp do głów. Jego spojrzenie wręcz paliło.
- Możesz się tak nie patrzeć? Po prostu powiedz, że ci coś nie pasuje.- byłam już bardzo rozdrażniona.
- Wyładniałaś.- odpowiedział chłodno i odszedł. Co to miało być? Może to i był komplement, ale z jego ust brzmiało to jak drwina. Ale ten człowiek mnie drażni...
Usiadłam na ławce trenerskiej, a nerwy już powoli odpuszczały. Ze skupieniem obserwowałam każdego z osobna. To niesamowite, jak ci wszyscy szaleni piłkarze, na treningu są mega skupieni na tym co robią. Cały ten czas mijał bardzo szybko.
- I jak ci się podoba?- zapytał Gerardo, który nawet nie wiem kiedy usiadł obok mnie.
- Jest cudownie. Ale zauważyłam, że Sanchez i Fabregas nerwowo przyjmują i podają piłki.- trener zaczął się im przyglądać.- Oczywiście może jest inaczej, to jest tylko moje zdanie.- zaczęłam się nerwowo tłumaczyć.
- Spokojnie. Masz racje, wcześnie tego nie zauważyłem. Porozmawiam z nimi po treningu.- serdecznie się do mnie uśmiechnął.- Widzisz? Pomagasz mi od niespełna dnia, a już zauważasz rzeczy które mi umykają. Dziękuję ci za to.- zaśmiał się.- No to kogo weźmiesz pierwszego?
- Sama nie wiem. Może zacznę od Gerarda? Znam go od dłuższego czasu, może mi coś podpowie i pomoże ustalić dalszą kolejność...- zerknęłam na trenera.
- Świetny pomysł.- wstał i podszedł do murawy.- Pique, idziesz na pierwszy ogień do Isy.- krzyknął w stronę obrońcy. Ten natychmiast podbiegł do mnie i przytulił.
- Pani prowadzi, panie psycholog.- zaśmiał się. Ja tylko dźgnęłam go w umięśniony brzuch i ruszyłam w stronę mojego gabinetu. Jeju jak to pięknie brzmi.
Po wejściu usiadłam na moje mięciutkie krzesło, a Geri usiadł na przeciwko.
- I jak ci idzie? Z tego co zauważyłem to oczarowałaś nie tylko całą drużynę, ale i trenera. Gerardo był tobą widocznie zachwycony...- zaczął nawijać.
- Ej nie nakręcaj się tak. Dobrze wiemy, że nie wszyscy mnie lubią..
- Masz na myśli Cesca...- to było raczej stwierdzenie niż pytanie.- Powiem ci w tajemnicy, że chyba mu się spodobałaś.
- Ale co mi to da? To, że 'wyładniałam' ma zmienić jego stosunek do mnie?
- Słuchaj, wiem że Fabs jest czasem irytujący. Wiesz jak to boli gdy dwie ważne dla mnie osoby skaczą sobie do gardeł? Kocham was... Nie mogę stracić ani jego, ani ciebie...- mówił z bólem w głosie. Może coś w tym jest?
- Zostawmy ten temat. Spróbuję być dla niego miła, ale nic nie obiecuję jeśli to on zacznie...- powiedziałam jąkając się.- Kłócenie się z nim też mi przyjemności nie sprawia.
- Dziękuję, to naprawdę dużo dla mnie znaczy...- ciepło się uśmiechnął.
- No to teraz pomóż mi ustalić kolejność z jaką mam przeprowadzać dalsze rozmowy.
- Okey, jasne. Proponuję Fabregasa załatwić na koniec, a resztę brać od najstarszego do najmłodszego. Młodziki rozbawią cię na koniec.
- To widzimy się jutro na treningu?
- Taaak, przyjechać po ciebie rano?- zapytał podnosząc się z krzesła.
- Nie musisz, ale dzięki. No więc na dzisiaj to już wszystko panie Pique, proszę zawołać następną osobę.- udałam poważną.
- Jasne. Do zobaczenia pani psycholog.- powiedział szarmancko, po czym podszedł do mnie i czule pocałował w czoło. Następnie wygiął usta w nieśmiały uśmiech i wyszedł.
Każdy do mnie przychodził w wyznaczonej kolejności. Gerard miał racje, najmłodsi wprawili mnie w świetny nastrój. Są genialni! Sama nie wiem, kiedy się ostatnio tak śmiałam. W końcu przyszedł czas na Fabregasa. Jak na złość w tamtym momencie zaczęło padać. Świetnie.
- Załatwmy to szybko.- rzucił Cesc siadając po drugiej stronie biurka.
- Też mi się nie uśmiecha długo z tobą rozmawiać. Ale mam pytanie.- zaczęłam. Starałam się brzmieć stanowczo, ale przyjaźnie.
- No dawaj.- odpowiedział w miarę spokojnie.
- Powiedz, zależy ci na Gerardzie?
- Co to za pytanie?- parsknął.
- Bardzo proste. No więc?
- Zależy, jest dla mnie jak brat. Trzymamy się razem praktycznie od zawsze. Zresztą, dla czego pytasz?
- Dla nas obojga on nie jest obojętny. A naszymi sporami go tylko ranimy. Możesz mnie teraz wyśmiać, ale proponuję chociaż udawać przy nim, że między nami jest okey. Co o tym myślisz?- milczał. Cały czas wymienialiśmy się spojrzeniami. Miał naprawdę piękne oczy. Gdy tak w nie patrzałam, nie mogłam znaleźć słowa. Zawstydził mnie? Onieśmielił? Niee, nie może być.
- Masz rację, postaram się traktować cię przy Gerardzie normalnie. Nie chcę, żeby przeze mnie cierpiał.- powiedział od niechcenia.
- Dzięki.
- Nie masz za co.- burknął.- To wszystko? Mogę już iść?- spytał znudzony świdrując mnie wzrokiem.
- Tak, do jutra.- rzuciłam. Ten tylko wymusił uśmiech i zostawił mnie samą. Myślałam, że będzie gorzej...
Teraz chciałam jak najszybciej znaleźć się w domu. W miarę sprawnie przebrałam się w moje ciuchy, a te które dostałam wrzuciłam do torby. Zamknęłam pokój i ruszyłam w stronę wyjścia.
Kompletnie zapomniałam, że leje deszcz. Przypomniało mi się o Krystianie. Szybko wybrałam jego numer, ale 1 sygnał... 3... 5... 8... i nic! No to pięknie... Jestem skazana na spacer.
Szłam chodnikiem wzdłuż jednej z głównych ulic Barcelony. Deszcz lał się strumieniami, a niebo wyglądało prawie jak w nocy, pomimo wczesnej godziny... Przemoczona do suchej nitki, zmierzałam ku Camp Nou.
Nagle jeden z samochodów zwolnił i podążał tuz obok mnie. Mam uciekać? Momentalnie przyspieszyłam, lecz kierowca nie dawał za wygraną. W tamtym też momencie, szyba od strony pasażera otworzyła się, a za kierownicą ujrzałam niejakiego Fabregasa.
- Wsiadaj, podwiozę cię.- rzucił nieco milszym głosem niż wcześniej w Ciutat Esportiva.
- Dam radę. Poza tym nie ma tu Gerarda, nie musisz udawać miłego.
- Nie proponuję ci podwózki ze względu na niego. Muszę z tobą jeszcze porozmawiać.- zawiesił się.- A teraz Murawska, proszę żebyś wsiadła, albo się rozmyślę.- dodał. Szczerze? Zamurowało mnie w pewnym stopniu. Czułam, że już nie mówi do mnie z pogardą w głosie. Dobra, raz się żyję. Najwyżej będę tego żałować...
- Ale nie wyjedziemy za miasto, żebyś mógł mnie zabić i zakopać?- zapytałam by rozładować atmosferę. Ten się tylko zaśmiał i otworzył mi drzwi.
- O to możesz być spokojna.- odpowiedział uśmiechając się.- I tak bym cię najpierw zgwałcił...- dodał pod nosem, a ja udałam, że tego nie słyszałam.
- Mam pytanie...- zaczął po chwili dziwnej ciszy. Spojrzałam na niego czekając na ciąg dalszy.- Bo wszystko przemyślałem po rozmowie z tobą wtedy po treningu. I masz racje. Gerard nie zasługuje na to by się z nami męczyć. Jest moim bratem, kocham go i on zawsze może na mnie liczyć. Nie wiem co was łączy, ale mam nadzieję, że myślisz podobnie jak ja. Może...- znowu się zawiesił.- Może damy sobie jeszcze jedną szanse? Zaczniemy znajomość zupełnie od nowa? Nie będziemy musieli udawać. Znając mnie, to pewnie nie raz ci jeszcze dowalę, albo się pokłócimy.- zaśmiał się mówiąc ostatnie zdanie.- Mówię teraz w 100% poważnie... Co ty na to?- zamurowało mnie teraz totalnie. Nie dowierzałam w jego słowa. Ale może jednak naprawdę nie jest taki zły jak myślałam? No chyba, że mnie wrabia, żeby w przyszłości upokorzyć... Sama nie wiem co z tego będzie... No ale cóż, czas pokaże czy było warto..
- Możemy spróbować...- wyjąkałam.
- No więc... Cesc jestem.- spojrzał na mnie z delikatnym uśmiechem na ustach i wyciągnął ku mnie rękę.
- Isa, miło mi.- uścisnęłam mu dłoń i oboje się zaśmialiśmy. Nastąpiła chwila ciszy, jednak czułam, że Fabs co chwile zerka w moją stronę.
- Czemu wracasz sama? Nasz boski Gerard cie nie odwozi?- zagadał po chwili gdy dojeżdżaliśmy pod moje miejsce zamieszkania.
- Szczerze? Nie wiem... Nie prosiłam go nawet o to, więc nie mogę od niego tego wymagać.- odpowiedziałam.
- To co? Widzimy się jutro?- zapytał chyba retorycznie.- Jak wejdziesz do domu, koniecznie zrób sobie coś ciepłego do picia i się przebierz, bo się przeziębisz nam.- mówił z... troską?
- Dzięki za radę. Zapamiętam. Too... Do jutra.- uśmiechnęłam się i wyszłam z auta.- Dziękuję za podwózkę.- dodałam.
- Do usług.- zaśmiał się.- Do zobaczenia.- dodał i się szeroko uśmiechnął. Ja szybko udałam się do domu i postąpiłam według słów Cesca.
Szczerze? Pogubiłam się... We wszystkim. W zmianie jego zachowania, nastawienia do mnie... Normalnie jak baba z okresem. Nie wiem co z tego wszystkiego wyjdzie, na prawdę nie wiem... Z jednej strony, on może mnie wykiwać prędzej czy później. A z drugiej... Może ludzie jednak się zmieniają? Może on od początku nie był taki zły? Pożyjemy, zobaczymy...
...
..
.
..
...
Przepraszaaam za długą przerwę, ale nie mogłam od dłuższego czasu skończyć tego rozdziału. :(
Nie będę już dodawać ich tak często ;/ Zbliża się szkoła, a w weekend znowu wyjeżdżam. Mam nadzieję, że mi to wybaczycie ;p
Ogólnie, mam nadzieję, że rozdział jest w miarę w porządku ;p
My tu sobie w Polsce siedzimy, a Maciuś wyleciał sobie na Kretę :( Drażni mnie to bardzo ;/ + to że takie ładne widoki podsyła (a najpiękniej jest na pierwszym planie<33 hahah).
Do następnego :* <3
