czwartek, 3 lipca 2014

Rozdział I

 Zatłoczony korytarz. Wielki stres i obawa, że ci nie pójdzie. Tak, to uczucia towarzyszące egzaminom końcowym na studiach. Zdenerwowany siedzisz i czekasz, aż w końcu ciebie wywołają.
- Panna Izabela Murawska, pani kolej.- usłyszałam moje nazwisko z ust wykładowcy. Zalał mnie zimny pot. Podniosłam się z miejsca i niepewnie ruszyłam w stronę wyznaczonej sali. Zamknęłam za sobą drzwi i usiadłam na przeciwko mojego egzaminatora.
- Witam, czy możemy od razu zaczynać?- zaczął pan Chojnicki. Czułam na sobie jego wzrok. To stresowało mnie jeszcze bardziej.
- Jasne..- lekko skinęłam głową na potwierdzenie. Mężczyzna zaczął coś bazgrać na kartce leżącej przed nim. Coraz bardziej trzęsły mi się ręce. Zadawał mi serie trudnych pytań. Moje odpowiedzi były pewne, starałam się nie jąkać, ja to zwykle robię gdy się stresuje. To wszystko przechodziło w miarę sprawnie. Po jakiejś godzinie nastała cisza, a egzaminator znowu nabazgrał coś na kartce.
- Proszę o pani indeks.- powiedział z kamienną twarzą. Podałam mu to o co prosił, a serce waliło mi jak młotem.
Po wypisaniu potrzebnych rzeczy, podsunął mi mój notesik pod dłoń, którą opierałam na biurku.
- A wiec panno Izabelo, to był zaszczyt panią uczyć. Słyszałem, że na dalsze studia wybiera się pani na półwysep Iberyjski. Mógłbym wiedzieć na jaki kierunek? Dalej z psychologii, czy na zupełnie inny?- zapytał.
- Dziękuję bardzo. Będę nadal studiować psychologie, ale sportową.- lekko się uśmiechnęłam. Troszkę mi ulżyło, Chojnicki wyluzował, a stres mnie powoli opuszczał.
-No proszę, pięknie!- szeroko się uśmiechnął.- No to życzę powodzenia i gratuluję wyników!- uścisnął mi dłoń, po czym udałam się do wyjścia. Już za drzwiami oparłam się o ścianę. Nadeszła chwila prawdy. Otworzyłam indeks na właściwej stronie i zamarłam.Udało się! Przejechałam palcem po miejscu, w którym była wpisana moja ocena. Zdałam i to z rewelacyjną oceną, 5 to nie byle co!
Zadowolona, tanecznym krokiem wróciłam do domu by się spakować. Już wieczorem miałam samolot.
*
Mama siedziała w kuchni przy stole. Bez słowa położyłam indeks na przeciwko niej i poszłam do pokoju. Kocham to pomieszczenie. Bordo-granatowe ściany pokryte plakatami moich ulubionych sportowców. Stare szkice wiszące na ścianie, puchary i medale ze starych turniejów. To część rzeczy które zostały mi z mojej pasji. I pomyśleć, że niecałe 5 lat temu byłam, jedną z najlepszych. A teraz? To tylko wspomnienia. W tym momencie nie wiem czy bym się zdecydowała na powrót do piłki nożnej. Nadal trudno mi się z tym pogodzić.
*
Nie pakowałam wiele ciepłych ubrań, bo nie będę ich często potrzebować. Oczywiście nie mogę wyjechać bez starych rupieci. W mojej walizce znalazły się stare korki, ochraniacze, piłka, koszulki, szaliki i inne kiedyś potrzebne mi rzeczy. Mimo to, że zdaję sobie sprawę, że nie zagram, to nie wyobrażam sobie tego tutaj zostawić. To część mnie. Chce mieć je przy sobie. Zawsze.
Po paru godzinach,  pełni spakowana, zniosłam walizki i torby do przedpokoju. Zwinęłam z kuchni jabłko i butelkę wody. Coś musiałam zjeść w samolocie, a zapach tam sprzedawanych orzeszków przyprawia mnie o mdłości. Usiadłam na kanapie obok mojej mamy i ojczyma. W końcu wypadałoby się pożegnać.
- O której masz samolot?- zapytała oschle po kilku minutach milczenia.
- O 21. Tata zaraz po mnie podjedzie.- odparłam patrząc się w sufit.
- To fajnie. Pozazdrościć.- sapnęła obojętnie. Irytowało mnie jej zachowanie. Nagle poczułam wibracje mojego telefonu. ' Już jestem, wyprowadzaj graty'- tak brzmiała wiadomość od mojego ojca.
- No dobra, to ja się żegnam. Będzie mi was brakować.- wymusiłam uśmiech.- Narazie!- i cisza. Nawet nie zaszczycili mnie spojrzeniem. Wzięłam głęboki oddech i wyprowadziłam bagaże na zewnątrz, by potem spakować je z tatą do auta. No to w drogę!
- I jak się czujesz? Będziesz nas czasem odwiedzać?- spytał po kilku minutach milczenia. Zawsze mogłam na niego liczyć.
- Jasne. Zresztą jak będziecie chcieli to zapraszam do mnie.- uśmiechnęłam się.
- Jak będziesz czegoś potrzebowała to pamiętaj, że zawsze możesz zadzwonić.- zapewnił.
- Dziękuję. Jak będę na miejscu to wyślę ci esemesa z moim nowym numerem.- odparłam. Nie chciałam się kontaktować z mamą i innymi. W tamtym momencie, mój telefon zaczął znowu wibrować. To Krystian. Odebrać? Czy może nie? To jest mój najlepszy przyjaciel od mojej przeprowadzki do Gdańska. Boli mnie to, że mu nie mówię o moim wyjeździe z kraju, ale nie zniosę rozstania. Chciałabym się z nim pożegnać, ale wiem, że nie dam rady. Nie wiem czy on mi to wybaczy. Ale mam nadzieję, że mnie nie znienawidzi...
Dojechaliśmy na miejsce. Tachając 2 walizki i 4 torby podeszliśmy do punktu odpraw. Gdy było po wszystkim, pożegnałam się z ojcem i poszłam z bagażem podręcznym do punktu odlotów. Usidłam na plastikowym krześle, tuż obok szyby z widokiem na pas startowy. Przez 40 minut patrzyłam jak wielkie maszyny odlatują do różnych krajów na świecie. Jednak nadeszła ta chwila. Stewardesa poprosiła wszystkich do drzwi, przez które mięliśmy przejść do samolotu.
Zajęłam miejsce tuś przy oknie. Nerwowo zaczęłam brać głębokie oddechy. Dla uspokojenia, po instrukcjach długonogiej kobiety w granatowym stroju, założyłam słuchawki po czym wsłuchiwałam się w kolejne melodie moich ulubionych utworów.
2 godziny przebiegły spokojnie, bez turbulencji.
- Proszę zapiąć pasy, za 2 minuty lądujemy.- usłyszałam głos stewardesy. Nie lubię momentu lądowania. Zawsze czuje jakby serce podchodziło mi do gardła. Na kolejne 5 minut zamknęłam oczy i kurczowo trzymałam się podpórek na ręce. Gdy poczułam, że stoimy, podniosłam się i wyszłam z samolotu kierując się po odbiór bagażu. Po odebraniu wszystkiego, z uśmiechem na ustach wpakowałam przeczy do taksówki.
- Na Carrer d'Aristides Maillol 13, proszę.- powiedziałam nienagannie po katalońsku. Ten tylko skinął głową i ruszył.
Rozpierała mnie duma, wreszcie spełniłam jedno ze swoich marzeń. Tak, własnie. Mieszkam w Barcelonie, na tej samej ulicy na której znajduje się Camp Nou. Cały czas się uśmiechałam i nadal nie mogę uwierzyć, że przywiało mnie aż tutaj. Do Stolicy Katalonii.
***
**
*
**
***
I tak oto mamy pierwszy rozdział. :) Nic się nie dzieje, ale to kwestia czasu :D

1 komentarz:

  1. Eh, szkoda, że nie odebrała tego telefonu od Krystiana :( Ale chyba wątek z nim nie zostanie zakończony, co nie? :D
    Fajny, taki spokojny... Oby kolejne były mniej spokojne :D
    Czekam na nn :*

    OdpowiedzUsuń