poniedziałek, 7 lipca 2014

Rozdział II

Obudziły mnie promienie słońca błądzące po mojej twarzy. Leniwie zwlokłam się z łóżka i podążyłam w stronę łazienki. Oczywiście nie obyło się bez potknięcia o moje walizki. Wszędzie się walały. Było to dosyć małe mieszkano ale mnie wystarcza. Nawet mogę kogoś przenocować, bo nawet nie spodziewałam się że mam tutaj 2 sypialnie. No cóż.
Szybko się ogarnęłam, włożyłam na siebie granatową sukienkę i ruszyłam na podbój nowego miasta. W Barcelonie byłam przedtem 3 razy, ale sprawy główne kręciły się tylko wokół Camp Nou. Nie żebym miała to komuś za złe. Uwielbiam to miejsce. Nawet teraz, kiedy stoję właśnie pod tym zniewalająco pięknym budynkiem, coś mnie ciągnie żebym znów tam zawitała. W środku widziałam go zaledwie 6 razy. Gdybym tylko mogła, siedziałabym tam całymi dniami i nocami.
Dobra, przecież mogę tam od czasu do czasu zajrzeć co nie?
Z entuzjazmem wymalowanym na twarzy ruszyłam w stronę kas muzealnych. Co jakiś czas natykałam się na grupki fanowskie z przeróżnych części świata. Gdy przechodziłam przez bramki, czułam na sobie wzrok ochroniarzy. Dobra niech się się gapią, ale nie z drwiną i pogardą! Nigdy nie widzieli kobiety kochającej piłkę nożną? Ehhhh... szkoda czasu na takich idiotów.
Muzeum Barcy znam praktycznie na pamięć. Wiem gdzie leżą jakie trofea,gdzie stare koszulki itp. Więc od razu po wejściu udałam się w stronę trybun, na których mogłam siedzieć godzinami. Pamiętam jak tata pierwszy raz zabrał mnie na mecz Katalończyków. Przyszliśmy sporo czasu przed i jeszcze długo po zakończeniu spotkania podziwialiśmy piękno trybun i murawy.
Przechodziłam obok pokoju, w którym czasem przesiadują wspólnie zawodnicy przed spotkaniami albo przed pójściem na trening. I o dziwo, nigdy nic nie słyszałam gdy tamtędy przechodziłam. A dziś? Jakieś dzikie krzyki i śmiechy. Może to na prawdę oni!? Albo rezerwowi. Jezu, zobaczę ich z bliska? Nadal gapiłam się na tamte drzwi, jakbym ducha zobaczyła lub w tym wypadku usłyszała. Tyle, że to nie były duchy, dla mnie to w pewnym sensie bogowie footballu. Pewnie musiałam wyglądać śmiesznie tak się patrząc, wiec postanowiłam iść dalej w stronę trybun. Jednak moim błędem było to, że szłam na trybuny nadal patrząc się na tamte drzwi. Jednak ożywiło mnie to, że właśnie rąbnęłam moim tyłkiem o podłogę oraz to, że wylądował na mnie jakiś niezidentyfikowany płyn. Byłam mokra i brudna, a nade mną stał facet z poirytowaną miną.
- Czy ty nie widzisz jak chodzisz?!- krzyknął wkurzony mężczyzna. Ale zaraz. Ja znam doskonale ten głos, te oczy, tatuaże na rękach i delikatnie garbaty nos. Wszystko się chyba zgadza, jednak nie pasował mi ton głosu, którym do mnie mówił.
- Przepraszam, zagapiłam się, ale to chyba nie taki wielki powód żeby być na mnie aż tak wkurzonym, panie Fabregas. Pan w ogóle nie 'ucierpiał', to ja mam pana napój na sukience i siedzę na ziemi jak jakaś porypana.- lekko się uniosłam. Nie umiem trzymać nerwów na wodzy.
- Ooooo! Widzę, że wiesz kim jestem. Gratulacje, zasługujesz na Nobla.- powiedział z ironicznym uśmieszkiem.
- Oczywiście, że wiem kim jesteś. Ale nigdy bym się nie spodziewała, że z ciebie jest taki burak!- nie wytrzymałam. Coś czuję, że jeszcze kilka minut w jego towarzystwie i może tutaj wybuchnąć prawdziwa wojna.
- Błagam cię. Możesz sobie o mnie opowiadać co tylko chcesz, ale i tak nikt ci nie uwierzy. Jesteś nikim by móc zrobić cokolwiek co mnie chociażby zaboli- no tak jestem nikim- Zejdź mi z oczu..- Na odchodne dostałam od niego jeszcze z bara. Nigdy nawet nie podejrzewałam, że Cesc może być takim chamem i pustakiem!
Przypomniało mi się jednak o mojej mokrej sukience, więc ruszyłam w stronę toalet. Nagle ktoś chwycił mnie za ramię.
- Hej, przepraszam za Cesca. Czasem ma takie wyskoki.- moim oczom ukazał się bardzo wysoki blondyn z nieziemsko błękitnymi oczami i pokrzepiającym uśmiechem.
- Jeju...- odjęło mi mowę w tym momencie, ale wiedziałam, że jednak muszę coś powiedzieć.- Nie musisz przepraszać za niego. Po prostu jest frajerem i tyle.- odpowiedziałam z bólem w sercu. Cesc to nadal mój piłkarski idol.
- Ej, wiem że cię wkurzył, ale on nie zawsze taki jest. Słowo honoru!- zaśmiał się.- A teraz chodź!- zamurowało mnie.
- Ale gdzie? Praktycznie się nie znamy.- powiedziałam smutno.
- Gerard Pique, miło mi.- uśmiechnął się szeroko i podał mi dłoń.
- Izabela Murawska- zaśmiałam się i uścisnęłam mu ją. A on to perfidnie wykorzystał i pociągnął mnie gdzieś w głąb stadionu z założonym kapturem.
- Ej! Gdzie mnie prowadzisz?!- zapytałam w końcu. Nic nie odpowiedział, tylko wprowadził mnie do przestrzennego pomieszczenia, a dokładnie do drużynowej szatni. Podszedł do swojej szafki i wyciągnął z niej swoją meczową koszulkę i rzucił ją w moją stronę.
- Łap, nie możesz chodzić w mokrych ciuchach!
- Ale ja nie mogę tego przyjąć...- spojrzałam prosto w te jego błękitne tęczówki. Lekko się uśmiechnął, a na mojej twarzy pojawił się rumieniec, którego chciałam jak najszybciej ukryć.
- Nadal chcesz być mokra? No chyba że wolisz chodzić bez sukienki? Mi to nie przeszkadza.
- Zboczeniec! Dobra założę ją, ale nie mam spodenek.- zachichotałam. Ten tylko przewrócił oczyma i wyciągnął ze swojej szafki spodenki z numerkiem 3.
- Dziękuję, a teraz się odwróć jeśli możesz?
- Po co? - zapytał z iskierką w oczach.
-Hmmm no nie wiem. Może po prostu chcę się przebrać?- postałam w jego stronę słodki uśmiech a ten od razu się obrócił. Szybko zmieniłam ubranie.
- Dziękuję, za wszystko.- uśmiechnęłam się gdy z powrotem się obracał.
- Nie masz za co, zrobiłem to co powinienem. Po za tym lubię cię wiesz? - puścił do mnie oczko. Oboje wyszliśmy z szatni.
- Idziesz ze mną na trening?- zapytał. Nie mogłam w to uwierzyć.
- Nie bardzo. Przepraszam. Ale już wiele dla mnie zrobiłeś.- uśmiechnęłam się cierpko karcąc się w duchu dlaczego mu odmawiam.
- Na pewno? Wszyscy cię na pewno polubią. Będzie fajnie.- zachęcał mnie.
- Nie, przepraszam. Muszę już iść. Dziękuję za wszystko.- wyszczerzyłam się po czym powoli obracałam się w stronę trybun.
- Zostawisz mi chociaż swój numer?- zapytał nieśmiało przeczesując włosy.
- Jasne- uśmiechnęłam się delikatnie. Wymieniliśmy się numerami po czym każde z nas poszło w swoją stronę.
Usiadłam na plastikowym krzesełku i wpatrywałam się w ten słynny napis na trybunach. Mogę tu siedzieć godzinami. Uwielbiam patrzeć na stadion, na murawę, na fanów najlepszego klubu świata.
Kiedyś marzyłam by tutaj zagrać, w drużynie FC Barcelony Femenin. Ale teraz wiem, że to były głupie dziecięce marzenia. Muszę żyć teraźniejszością. Nie snami, które są jedynie wytworem naszej wyobraźni. Trzeba się z tym pogodzić i stawić czoła światu, który nie jest taki idealny jak nam się wydaje.
***
**
*
**
***
Tyle na dziś. Też się za wiele nie działo, ale mam nadzieję, że nie jest źle ;p Do następnego ;*

2 komentarze:

  1. CZO TEN FABREGAS?! *wkurzona* A wygląda na takiego miłego i pomocnego... ;/
    mmm, Pikuś jaki miły :3
    Czekam na kolejny ♥

    OdpowiedzUsuń
  2. Dziewczyno ty masz naprawdę talent :) Rozdział jest świetny ♥ Fabregas no nie wierzę...Czekam na następny i życzę weny ♥ Tym czasem zapraszam do siebie http://opowiadanie-neymar-marika.blogspot.com/ liczę na twoją szczerą opinię :)

    OdpowiedzUsuń