Obudziła mnie rano lepka maź spływająca po mojej dłoni. Szybko otworzyłam oczy i odruchowo wytarłam w coś rękę. Tym czymś była koszulka Geriego. Upssss... Mam nadzieję, że się nie obrazi.
Podniosłam wzrok i zdałam sobie sprawę, że ową mazią, była ślina Ramosa, który zapewne lizał mi ręce. W tym samym czasie poczułam, że Gerard nadal obejmuje mnie w talii. On wygląda tak słodko i niewinnie gdy śpi. No własnie, gdy śpi...
Nadal męczy mnie myśl o wczorajszej sytuacji i jego wyznaniu... Dobra, pocałował mnie, ale może to była tylko chwila słabości? Moment zapomnienia? Zresztą sam powiedział, żebym udawała że nic nie było. Jednak to co powiedział później? Że mu na mnie zależy? Nie, nie może być... Nie chcę go ranić, ale lepiej dla nas, żebyśmy nie byli razem. Kocham go, ale nie jako chłopaka, partnera. tylko jak przyjaciela, brata...
Ostrożnie wyswobodziłam się z jego objęć i ruszyłam do kuchni. Miałam nadzieję na znalezienie tam czegoś do picia, ewentualnie do jedzenia, jednak się przeliczyłam. Jego lodówka świeciła pustkami, a jedyne co znalazłam to jakieś pare jabłek. Jedno z nich pochłonęłam z prędkością światła. Chociaż coś. Następnie wróciłam do salonu, gdzie nadal, słodko drzemał Pique. No chłopie, jest już 12. Przydałoby się ruszyć to leniwe dupsko. Jednak dzisiaj będę łagodna... I tak za chwilę muszę wracać do siebie.
- Hej Geri, wstawaj.-szepnęłam, delikatnie przejeżdżając dłonią po jego szorstkim policzku. Pomimo, że nadal miał zamknięte oczy, uśmiechnął się.
- Za wcześnie...- wymruczał po chwili.
- Ej, jest 12. Poza tym budzę cię tylko po to, żeby uświadomić ciebie, że za chwilę wychodzę.- znowu szepnęłam i tym razem lekko musnęłam ustami jego policzek, po czym wróciłam do kuchni.
- Zaraz, COOO?!- usłyszałam tylko krzyk i hałas, który mógł świadczyć o tym, że Gerard spadł z kanapy. Szybko znalazł się w kuchni, trzymając się za głowę.
- Widzisz co zrobiłaś? Boli...- zrobił minę bitego dziecka.- Należy się za to coś- oznajmił nadstawiając policzek. No jasne...
- Ramosa poproś.- zaśmiałam się, ale mój przyjaciel nie puścił mi tego płazem. W tamtym momencie znalazłam się na podłodze, przyduszona ciężarem Pique.
- I co teraz zrobisz?- spytał ze śmieszną miną.
- Nie wiem, zapewne spróbuję ci uciec.- zachichotałam. Tylko ujrzałam ten jego błysk w oku, po czym dusiłam się własnym śmiechem. Tak dokładnie, oczywiście mój kochany Gerard zaczął mnie torturować czym? Łaskotkami oczywiście...
- Jezu, Gerii hahahahaah przestaaaań!- wydzierałam się przez śmiech. Ten jednak nie przestawał.- Zaraz się posikam hahahahahaha! Nie rób mi tego hahahah!- nie dawał za wygraną.- Zrobię hahaah wszystko co hahahahah chcesz! Tylko przestań!- o! i tutaj tortury się skończyły.
- Wszystko powiadasz?- poruszył śmiesznie brwiami, a ja się zaśmiałam znowu.
- No dobra, prawe wszystko.- wyszczerzyłam się.
Wielkolud zszedł ze mnie, po czym pomógł mi wstać. Zdziwiło mnie to, bardzo.
- Czemu tak szybko wracasz?-zapytał po chwili.
- Muszę się przygotować na poniedziałek. Wiesz, nie chcę zmarnować takiej szansy, jaką jest praca z mistrzami.- uśmiechnęłam się zalotnie, a ten tylko się zaśmiał i pokręcił śmiesznie głową.
- No dobra, tym razem cię puszczę, ale możesz być pewna, że to pierwszy i ostatni raz jak zostajesz u mnie na tak krótko.- zaśmiał się, podszedł i objął mnie w pasie. W tym czasie, moje ręce powędrowały na jego kark. Czułam się bezpiecznie w jego ramionach. Tak- inaczej. Podniosłam głowę by powiedzieć coś na pożegnanie, lecz uniemożliwił mi to Geri, wpijając się w moje usta. Nadal całował nieśmiało, delikatnie, ale zadziwiło mnie to, że zaczęłam odwzajemniać ten pocałunek. Sama nie wiem co chciałam. Jednak, całując go, czułam się lekko, swobodnie, doskonale. Zapomniałam o wszystkim i zatracałam się w coraz to głębszych pocałunkach. Jednak, gdy na sekundę przerwał, lekko odsunęłam się, zdając sobie w końcu sprawę co tutaj się wydarzyło.
- Iss, jaaa...- chyba też nie wiedział co powiedzieć. Widziałam, że się denerwował.
- Geri, spokojnie. Nic się nie stało, jasne? Pogadamy w poniedziałek, bo teraz na serio muszę wracać...- przybliżyłam swoją twarz do jego, by móc cmoknąć go w policzek. Delikatnie się uśmiechnął, po czym odgarnął mi włosy za ucho. Czułam, że moje policzki przybierają powoli odcień dojrzałego pomidora, więc powoli zaczęłam się wycofywać i kierować w stronę wyjścia.
- Do poniedziałku i nie spal domu!- krzyknęłam, otwierając drzwi.
- Ty się znowu nie zgub.- odkrzyknął gdy ja już byłam przy furtce, a on stał w wejściu. Pomachałam mu i ruszyłam w stronę mojego mieszkania.
Znowu zostałam sam na sam z moimi myślami i sumieniem. Czemu ja to odwzajemniłam? Dlaczego znowu mnie pocałował? Czy ja tego chcę? A nawet jeśli, to dlaczego od tego uciekam? Nie wiem, po prostu nie wiem...
Po 30 minutach drogi, bijąc się z myślami, doszłam do Camp Nou. Długa kolejka do kasy, zdaje się nie mieć końca. Mimowolnie się uśmiechnęłam. Chwilę później, dotarłam do mieszkania. Po wejściu do niego, od razu w oczy rzuciła mi się karteczka na stoliku w kuchni. Zapewne zostawił mi ją Gerard wczoraj. Tylko on ma jeszcze klucze do mojego mieszkania. Kiedyś bez mojej wiedzy je sobie dorobił, twierdząc że musi je mieć ' w razie czego'.
" Nie masz jedzenia w lodówce. Też cię kocham. GP" - taaaa mogłam się spodziewać. No ale mam teraz odpowiedź co teraz robić. Szybko wyszłam i ruszyłam w stronę najbliższego sklepu.
Błąkałam się pomiędzy regałami. Szczerze? Sama nie wiedziałam co kupić. Jednak gdy dodarłam do działu ze słodyczami, w oczy od razy rzuciły mi się moje ulubione ciasteczka, które bardzo rzadko można było dostać w Polsce. Ale oczywiście musiały być gdzie? Na najwyższej półce, a z moim 165 cm wzrostu, dosięgnięcie ich jest praktycznie niemożliwe. Ale się nie poddam. Odłożyłam koszyk z wybranymi produktami na ziemię, po czym próbowałam dosięgnąć ukochane ciastka. Musiało to naprawdę zabawnie wyglądać, bo skakałam jak mała małpka. Nagle ktoś mnie złapał za biodra i uniósł ku górze. W ten oto sposób dostałam pudełko ukochanych słodyczy. Gdy tylko nieznajomy odstawił mnie na ziemię, szybko odwróciłam się by zobaczyć kim jest mój ' pomocnik '. Ale tego widoku nie spodziewałabym się, nigdy. Przede mną stał niewiele wyższy ode mnie brunet z trochę ciemniejszą ode mnie karnacją. Automatycznie spojrzałam w jego boskie, czekoladowe oczy, które tak doskonale znam. Może on do najwyższych nie należy, ale dzięki jego sile, zdołał mnie podnieść bym dosięgnęła upragnione pudełko. Pewnie wyglądałam jak idiotka wpatrująca się w jego tęczówki z lekko otwartymi ustami.
- Hej, w porządku? - przerwał dziwną ciszę.
- Jasne wszystko ok. Dziękuję za pomoc.- uśmiechnęłam się lekko.
- Nie ma sprawy. Nie mogłem dłużej patrzeć jak się męczysz.- zaśmiał się.
- No więc... Ja ciebie dłużej nie zatrzymuję. Do zobaczenia.- uśmiechnęłam się, chwyciłam koszyk z zakupami i odwróciłam się w stronę kas. Jednak zatrzymał mnie stanowczy, a zarazem delikatny uścisk w okolicy mojego lewego nadgarstka. Spokojnie do mnie podszedł i posłał w moją stronę nieśmiały uśmiech.
- Nie mam dzisiaj żadnych planów i mam nadzieję, że ty też nie bo porywam cię na kawę.- oznajmił ze spokojem, ale i lekką niepewnością.
- Może to ty dasz się zaprosić? Jestem tobie to winna za pomoc.- sama byłam zdziwiona, że to powiedziałam. Chyba jego też to zaskoczyło.
- J..jasne.- wyjąkał.- Tak w ogóle to jestem...
- Spokojnie wiem kim jesteś.- przerwałam- Ja jestem Isabel.
- Fanka?- spytał, nie wiem czy z nadzieją, czy z poirytowaniem.
- Tak jakby. Ale nie mam zamiaru krzyczeć, czy coś w tym stylu. Przyjaźnię się z jednym cudakiem z twojej drużyny.- odparłam, a on tylko zrobił zdziwioną minę.
- To gdzie idziemy?- spytał.
- Do mnie, to niedaleko.- odparłam i szybko poszłam do kasy uregulować rachunek. Nie umknęło mi również to, że przy kasie, ekspedientki pożerały go wzrokiem. Było to zabawne, nawet bardzo.
- Too, gdzie mieszkasz?- spytał po tym jak wyszliśmy ze sklepu.
- Zobaczysz panie Sanchez, zobaczysz.- uśmiechnęłam się zadziornie. Sama jestem zdziwiona swoim zachowaniem, ale przynajmniej nie myślałam o Gerim...
- Po co tak oficjalnie? Wystarczy Alexis.- szeroko się uśmiechnął, pokazując rządek równych i białych zębów.
- Jasne. Alexis.- powiedziałam nieco ciszej i nieśmiało się uśmiechnęłam. Ten tylko spojrzał na mnie z uwodzicielskim uśmiechem i iskierką w oczach. Ja szłam tylko przed siebie, ukrywając we włosach, czerwone policzki.
***
**
*
**
***
Szczerze? Nie wiem co tutaj napisać :)
Do następnego ^^
Ale się Gerardzik zapędził ;3 Będą razem?? Proszę, proszę, proszę ❤!
OdpowiedzUsuńŚwietny rozdział :3 Czekam nn :*/ Pati
Geri, dajeesz ❤ pls :D
OdpowiedzUsuńOh, Alexis, płaczę :( kochany, jak zawsze ❤
czekam na kolejny :*
jajaj Justa ! Quiero reir cuando leo lo que escibiste :D
OdpowiedzUsuńEn serio ehh jajaj eres genial y tu relato tambien xd /Ola