Obudziłam się we własnym łóżku (?) ze świadomością, że teraz może być już tylko lepiej. Mam przy sobie dwie najważniejsze dla mnie osoby. Mam Geriego, który jest moim, kochanym przyjacielem i mam Krystiana, mojego 'brata'. Jedyne co mi na razie pozostało, to wyjaśnić sytuację z Gerardem i mieć nadzieję, że to nie zepsuje naszych stosunków.
Powoli wstałam z łóżka i od razu ubrałam na siebie moje ulubione, krótkie, dresowe spodenki i jedną z moich starych koszulek z reprezentacji. Gdy teraz widzę tą '6' i nad nią napis 'Murawska' mam łzy w oczach. Mimo to lubię je nosić gdy nikt nie patrzy. Pozwalają mi sobie przypomnieć kim byłam kiedyś.
Cicho poszłam do kuchni. Była już 12. Myślałam, że Kris jeszcze śpi, jednak pomyliłam się. Czasem potrafił się obudzić dopiero po 14. Siedział na kuchennym blacie i wcinał ciastka. Ale zaraz zaraz... TO MOJE CIASTKA! Gdy tylko mnie zobaczył, uśmiechnął się i zsunął się z płyty aby mnie przytulić na powitanie.
- Ja ciebie kiedyś zabiję...- powiedziałam ze spokojem.
- Czemu mi znowu grozisz mikrusie?- spytał i lekko się ode mnie odsunął.- O! Widzę, że jednak wracasz do starego hobby.- wyszczerzył się i pokazał palcem na moją koszulkę.
- Lubie nosić stare koszulki, to po pierwsze. A drugie, zjadłeś moje ciastka. Moje ukochane ciastka!- powiedziałam z wyrzutem, a on się tylko zaśmiał.- To nie jest zabawne, Martinez!
- Owszem jest. Spinasz się o coś, co możesz kupić w każdym, tutejszym sklepie. Poza tym pamiętaj, że to też są moje ulubione słodycze.- powiedział śmiesznym głosem, po czym mnie przytulił. Był bardzo zaskoczony jak po chwili mu się wyrwałam i podeszłam do kuchennego zlewu by nalać sobie wody do szklanki. Podeszłam do niego i wzięłam łyka, następnie to ja go przytuliłam. O tak zemsta będzie słodka.
W mojej prawej dłoni nadal spoczywała pełna szklanka, która 'przypadkiem' się przechyliła rozlewając ciecz na jego głowę i kark. Kris momentalnie ode mnie odskoczył.
- Ej! Za co to?!- krzyknął, a ja nie mogłam pohamować śmiechu. Drobne kropelki spływały mu po ciemnych kosmykach włosów i kapały na twarz i ciuchy.
- Ups, wybacz. Trzeba było nie jest moich ciastek.- znowu wybuchłam śmiechem. Ten tylko zrobił śmieszną minę i podszedł do mnie.
- Pożałujesz, że to zrobiłaś.- szepnął mi do ucha po czym objął.- Jeśli chcesz, żeby ta koszulka była zdatna do dalszego użytku, radziłbym ci ją teraz zdjąć.- dodał i podniósł jedna brew. To taki jego tik gdy coś kombinuje. Dobra, nie wstydzę się chodzić przy nim w bieliźnie, ale zaczynam się bać.
- Co ty chcesz zrobić?- zapytałam i zaśmiałam się jednocześnie.
- No zdejmuj szybko.- zaśmiał się diabelsko. Dla bezpieczeństwa mojej koszulki, zdjęłam ją i rzuciłam na kanapę. Nawet się nie zorientowałam, gdy ten wziął mnie na ręce i niósł w kierunku łazienki. O nie. Już się domyślam co planuje. W tym samym momencie usłyszałam głośnie pukanie do drzwi.
- Nie wiem ktoś ty, ale wejdź tu i mi pomóż!- zaczęłam się wydzierać i wyrywać. Zostałam wepchnięta pod prysznic.
- I co teraz zrobisz?- zaśmiał się Kris.
- Jeśli odkręcisz tą wodę, obiecuję ci, że zginiesz w torturach z rąk moich.- zagroziłam mu i usłyszałam też jak ktoś wchodzi do mieszkania.
- Jakoś się ciebie nie boję!- posłał w moją stronę słodki uśmieszek i odkręcił kurek.
- Nie rób mi tego!- krzyczałam już cała przemoczona. Już od początku starałam się stamtąd wyjść, jednak Kris mi to uniemożliwiał blokując mi wejście.- Kris! Błagam! Przestań! Muszę iść czytać!- wrzeszczałam. Nagle do łazienki wparował przestraszony Geri.
- Co się tutaj dzieje?!- krzyknął przerażony, a po chwili zaczął się śmiać. Jednak nie umknęło mojej uwadze to, że Pique wrogim spojrzeniem mierzył Krystiana.
- Nie śmiej się tylko mi pomóż!- krzyczałam.- Kris, kurwa przestań!- dodałam po polsku.
- Oj Mała, miałaś nie przeklinać!- odgryzł się. Chyba nawet zbytnio nie ogarnął kto za nim stoi.
- Kris! Geri! To już nie jest zabawne!- krzyczałam już bardziej rozpaczliwym tonem. Jednak Krystian nic sobie z tego nie robił, tylko oblewał mnie dalej.
- Ej, ona chyba ma już dość.- oznajmił Pique w kierunku tego drugiego. Martinez chyba zdał sobie sprawę kto jest z nami w łazience. Bo gdy tylko lekko odwrócił wzrok, od razu wyłączył wodę. Od razu wybiegłam z pod prysznica by znaleźć schronienie w ramionach Geriego. Wtuliłam się w jego gorące ciało i czułam jak jedna z jego dłoni głaszcze mnie po plecach.
- Emm, Isa? Nie wnikam czemu jesteś w samym staniku i dałaś się tak wrobić. Ale poza tym wiem, że lubisz się do mnie przytulać i mi to nie przeszkadza, ale jesteś cała mokra.- oznajmił Gerard, po czym rozluźnił uścisk i sięgnął po ręcznik z półki którym mnie opatulił.
- Dziękuję.- posłałam w jego stronę nieśmiały uśmiech. Następnie spiorunowałam wzrokiem Krisa i wyszłam. Po drodze do mojej sypialni zgarnęłam moją reprezentacyjną koszulkę. Szybko przeprałam się w suche rzeczy, oraz pochowałam moje piłkarskie pamiątki do szafy. Zawsze to robię gdy Gerard do mnie zawita.
Poszłam do salonu, bo tam przenieśli się moi przyjaciele. Gdy weszłam, zawzięcie o czymś dyskutowali. Nawet nie słuchałam, tylko usiadłam pomiędzy nimi.
- Iza, skarbie, powiedz proszę nowemu koledze, że Lechia to niezła drużyna. On mi nie wierzy.- mówił jak dziecko.
- Kris, proszę nie mów do mnie skarbie. Geri, Lechia to na prawdę dobry klub.- oboje wywrócili oczyma.
- Lechia kiedyś była spoko, ale jej żeńska sekcja. Przyznam, że jeszcze przed tym jak trafiłam do Manchesteru to czasem oglądałem jak te laski grają. Nie pamiętam nazwiska, ale grała tam taka z '6' i ona była niesamowita. Grała zupełnie podobnie jak Xavi poprzeplatany Iniestą. Biła na łeb Alex Morgan. Jednak jak przestała grać, to ja przestałem oglądać. Szkoda jej. Miała 16 lat, a grała w pierwszym składzie. Ale mówię wam, świetna piłkarka. Później ją znajdę w internecie to wam pokarzę.- gdy to opowiadał, ja siedziałam i patrzałam na niego z szeroko otwartą buzią i oczami. Czy on na serio mówił o mnie? Zrobiło mi się głupio. Spojrzałam na Krisa, jego reakcja była taka sama.
- Coś nie tak?- pytał nieogarnięty Geri.
- Wszystko okey. Tylko ta laska to...- zaczął Krystian, a ja kopnęłam go w nogę by się zamknął.
- Chodzi o to, że nie możemy uwierzyć, że oglądałeś polską ligę, w dodatku kobiecą.- wybrnęłam.
- Błagam. Lubię oglądać jak laski grają w nogę. Jak mam czas to chodzę na mecze Barcy Femenin.- oznajmił z dumą. Może jednak powinnam mu powiedzieć całą prawdę o mnie? Czy może nie? Aaaaaa!
Odwróciłam się do Krystiana i wzrokiem dałam mu znać, żeby się na chwilę ulotnił.
- Dobra ja was zostawiam. Muszę pojechać po rzeczy i pozałatwiać parę spraw.- podniósł się z kanapy.- Miło było ciebie poznać.- zwrócił się do Gerarda, który odpowiedział mu uśmiechem.- Do zobaczenia później.- cmoknął mnie w policzek i wyszedł.
- Too, co sprowadziło ciebie w moje skromne progi?- zapytałam gdy Kris wyszedł.
- No cóż. Stęskniłem się, poza tym mogę ci pomóc w przygotowaniach na jutro. Kto wie więcej o zawodnikach Barcy niż jeden z nich?- zaśmiał się.
- W sumie masz racje.- zachichotałam.- To chodźmy do mnie. Tam mam materiały.- wstaliśmy i ruszyliśmy do mojej sypialni. Geri tradycyjnie rzucił się na moje łóżko, a ja poszłam do biurka po kserówki. Gdy się obróciłam w jego stronę, był oparty o ramę łóżka i poklepał miejsce obok. Położyłam się w wyznaczonym miejscu, jednak zamiast o ramę, oparłam się o jego klatkę piersiową. Ten tylko mnie objął i zaczął jeździć palcem po moim przedramieniu.
- No to od czego zaczynamy?- zapytał po chwili.
- Hmmm... Może od początku? Victor? Wiem, że jest kontuzjowany ale może będzie okazja i z nim porozmawiam na jakiejś sesji.- Gerard skinął głową na potwierdzenie.
- No dobra. Ma żonę Yolandę i troje dzieci. Co tam u nich?- zaczęłam.
- Z tego co wiem, ostatnio się trochę kłócili, ale VV ostatnio chodzi bardzo zadowolony mimo kontuzji. Może doczekamy się czwartego Valdesiątka?- zaśmiał się.
- Ależ ty pomysłowy.- parsknęłam śmiechem.- Valdi ma jakieś problemy albo coś? Słyszałam, że jest typem samotnika, ale może wiesz czy go coś dobija ostatnio? Jak znosi ciągłą krytykę i niesprawiedliwe oceny?- zasypałam obrońce pytaniami.
- Powiem tylko tyle, że on nie jest aż takim samotnikiem jak wszyscy mówią, więc nie masz się o co martwić. A co do krytyki? Czasem widać, że go to boli, ale szybko się otrząsa i daje z siebie jeszcze więcej.- odparł bawiąc się mokrymi kosmykami moich włosów.
- No okey, a co tam u Martina?- przeszłam do Montoyi.
- Bardzo dobrze. Młody się stara i widać, że mu zależy. Zawsze na treningach jest zadowolony jak gwizdek. Z Maite też mu się układa wyśmienicie podobno. Wrogów nie ma, a prasa często go chwali.
- A żeś się naprodukował. No to teraz mój ulubieniec.- uśmiechnęłam się słodko i czułam jak Geri napina mięśnie. Zachichotałam, a on mocniej mnie objął.
- No tutaj nie wiem co powiedzieć, wiesz o mnie wszystko.- uśmiechnął się uwodzicielsko, a ja zaczęłam jeździć palcem po jego umięśnionym brzuchu.
- Na pewno wszystko?- zapytałam trochę ciszej patrząc w te jego błękitne oczy.
- Nie mam przed tobą tajemnic.- pocałował mnie w policzek, a jego druga dłoń powędrowała na moją talię. W tamtym momencie przypomniało mi się o wczorajszej sytuacji.
- A jak tam twoje stosunki z kolegami z drużyny?
- Bardzo dobrze, czemu pytasz?- wyczułam w jego głosie niepewność.
- Ze wszystkimi się dogadujesz?- podkreśliłam dwa pierwsze słowa. Wyczuwałam kolejne oznaki zdenerwowania.
- Ej Geriś. Wiesz, że mi możesz wszystko powiedzieć. Zostawiam to dla siebie, poza tym kocham cię i nie chcę żebyś cierpiał ani się czymś martwił.- pogłaskałam go po policzku. Ale zaraz czy ja powiedziałam ' kocham cię '?
- Iss, dobra masz mnie. Jest jedna sprawa. Nie lubimy się z Sanchezem. Ale w tym momencie nie dam rady ci wytłumaczyć dlaczego. Przepraszam...- czy mi się wydawało czy Gerard miał łzy w oczach?
- Geri, to ja przepraszam. Nie wiedziałam, że to taka delikatna sprawa. Przepraszam...- odwróciłam się do niego, usiadłam na kolana przodem i oplotłam go nogami w pasie. Przytuliłam go mocno do siebie. On też trzymał mnie w mocnym uścisku.
- Nie masz za co przepraszać. Nie wiedziałaś. Obiecuję, że kiedyś ci wszystko wyjaśnię.- bardziej wtuliłam się w jego ramiona. Trwaliśmy tak przed długi czas w ciszy. Nagle Geri delikatnie mnie od siebie odsunął. Ponownie zatopiłam się w jego błękitnych tęczówkach.
- Zrób coś dla mnie...- zaczął, a ja skinęłam głową.- Uważaj na Alexisa. Wiem, że to miły gość i w ogóle, ale ma głupie wyskoki.
- Dlaczego mi to mówisz?
- Nie chce ciebie stracić przez niego. Jesteś dla mnie najważniejsza. Zależy mi na tobie i ...- zawiesił się.- Kocham cię Isa.- nie wiedziałam co odpowiedzieć, ani jak zareagować. Byłam zagubiona w jego pełnych nadziei oczach. Nie wiem co mi było, ale teraz to mi spływały łzy po zimnych policzkach.On błądził wzrokiem po mojej twarzy chyba oczekując na jakąś reakcję. Po chwili ujął moją twarz w dłonie, po czym kciukiem otarł moje łzy. Nie wiem co w tym momencie czułam. Gdyby chciał, w tym momencie mógł zrobić ze mną wszystko. Jednak on delikatnie musnął moje, zimne usta, swoimi rozpalonymi. Po tym od razu wtuliłam się w niego.
- Geri, ja nie wiem...
- Ciiii, Kochanie. Zrozumiem każdą, twoją decyzje. Pamiętaj, że cie kocham i nawet jakbyś mnie nie chciała znać, ja będę przy tobie.- powiedział i pocałował mnie tym razem w policzek.- Nie naciskam. Jeśli chcesz się tylko przyjaźnić, zrozumiem.
- Dziękuję... Też cie kocham, bardzo mocno, ale chyba nie tak, jak ty mnie.- ten się lekko uśmiechnął.
- Ja też ci dziękuję. Nigdy cię nie zostawię...- znowu musnął szybko moje usta. Ja oblałam się rumieńcem i starałam się ukryć twarz we włosach.- To kto następny?- zmienił temat. Byłam zdezorientowana.
Omówiliśmy już wszystkich piłkarzy i ich partnerki. Zleciało nam strasznie dużo czasu. Był już późny wieczór. Lubię spędzać czas z Gerardem. Odpręża mnie to, jednak od ostatnich wydarzeń, czuję się bardziej skrępowana. Mimo to, staram się tego zbytnio nie pokazywać. Niedługo później dostałam esemesa. ' Jestem w Lloret u starych znajomych i zostaję na noc. Nie martw się i powiedz Geriemu, że ma cie pilnować. Buziaki ;*' - Kris. No miło.
Jakoś od godziny oglądaliśmy z Gerardem film, gdy za oknem rozszalała się burza. Zadrżałam.
- Ej spokojnie. Boisz się burzy?- spytał takim tonem, jakby go to bawiło.
- Nie.- w tym samym momencie mocno zagrzmiało, a niebo przecięła błyskawica. Pisnęłam i schowałam twarz w dłoniach.- Dobra, tak boję się. Bardzo...- miałam łzy w oczach ze strachu. Dobra, burza, jeszcze da się przeżyć. Gdyby nie to, że jakieś 10 minut później wyłączyli całe zasilanie w okolicy. Znowu pisnęłam i zadrżałam. Wtedy Pique wziął mnie na ręce i zaniósł do sypialni.
- Spróbuj iść spać. Jutro twój pierwszy dzień. Przyjadę po ciebie rano.- przejechał palcem po moim policzku.
- Geriś? Zostaniesz ze mną na noc? Nie wytrzymam tutaj sama.- załkałam.
- Jasne. Dla ciebie wszystko skarbie.- pocałował mnie w czoło i położył się obok. Mocno się do niego przytuliłam. W tamtym momencie zapomniałam o poprzedniej sytuacji. Cieszę się, że mam go teraz przy sobie.
- Dziękuję...- wyszeptałam. Niewiele czasu później, oboje usnęliśmy mocno wtuleni w siebie.
***
**
*
**
***
Kolejny rozdział tak szybko, ale to dlatego, że w sobotę wyjeżdżam na obóz i przez 2 tygodnie nic nie dodam nowego. ;p
Mam nadzieję, że rozdział nie jest najgorszy ;p
Do następnego :*
CZYTASZ= KOMENTUJESZ= MOTYWUJESZ
Najlepszy rozdział, tylko więcej takich :D ale szczerze liczyłam że nie zasną tak szybko hehehe ;PP
OdpowiedzUsuńPuesss....Justa ! Joder !
OdpowiedzUsuńQue pasa con Alexis ? Yo no entiendo por que El no le gusta Pique o simplemente por que ellos no quieren hablar juntos ? grrrr....
Y por que no hay Fabregas en este relato..hyy ? Por que ?
Jajjajaja no puedo......tu nombre aqui hace que estoy riendo...en serio :D xd
madre mia, Geri zazdrosny, Alexis to ten zły, no halo! Sanchi nie jest taki no :( :( :( :( :( Jeden z moich ulubieńców w Barcelonie...
OdpowiedzUsuńI tak czekam, aż Pikuś i Isa będą razem, mm :))
czekam na kolejny, buziaki :*