piątek, 2 stycznia 2015

Rozdział IX

 Przez cały czas z zażyłością odwzajemnialiśmy te proste a zarazem przyjemne pieszczoty. Zatraciłam się w tym wszystkim po uszy. Z jednej strony chciałam przerwać, zostawić go samego w tym pokoju, wygarnąć wszystko co o nim myślę. A z drugiej- pragnęłam tego. Czułam dokładnie każdy jego dotyk. Nawet najdelikatniejsze muśnięcie jego zarostu. Drgnęłam, gdy swoją lewą rękę z mojego pasa zsunął na pośladki. Wtedy przysunął się jeszcze bliżej tak, że stykaliśmy się praktycznie każdą częścią ciała. Za to jego prawa dłoń zaczęła się zsuwać z mojego policzka kolejno po ramieniu, brzuchu, aż do rozporka. Zaczął go powoli rozpinać, ale wtedy zrobiłam coś, co powinnam była zrobić na samym początku tego incydentu. Odepchnęłam go, on przy tym przygryzł lekko moją wargę. Zdezorientowany, świdrował mnie wzrokiem przepełnionym podnieceniem i pożądaniem. Twarz miał lekko zarumienioną, a z jej mimiki trudno mi było cokolwiek odczytać. Panowała cisza przerywana naszymi płytkimi i przyspieszonymi oddechami.
- D..dlaczego to zrobiłeś?- zdecydowałam się przerwać to głupie milczenie.
- Nie.. nie wiem. Szczerze to myślałem, że przywalisz mi na samym początku. Nie sądziłem, że to się tak pociągnie.- zaśmiał się pod koniec. Prychnęłam.
- Długo to planowałeś? Myślałeś, że po pocałunku mi przejdzie?- starałam się mówić spokojnie, ale każdy chyba w głosie by teraz wyczuł oskarżycielski ton.
- Nie! Chciałem tylko i wyłącznie przeprosić. A tu proszę... Widzisz co ze mną zrobiłaś.- uśmiechnął się uwodzicielsko, a mój wzrok automatycznie przeniósł się na niemałe uwypuklenie w jego kroczu. Westchnęłam i spojrzeniem wróciłam na jego piękne, brązowe tęczówki.
- Czyli tak ogółem mówiąc, nie miało to dla ciebie większego znaczenia?- nie odzywał się. Rozmyślał o czymś mierząc mnie wzrokiem. Jakby szukał odpowiedzi, albo sam się też pogubił. Po chwili niespodziewanie do mnie podszedł. Twarz znacznie przybliżył do mojej, a jego ciepłe dłonie objęły mnie w pasie.
-To była chwila słabości Isabello. Podniecasz mnie, nawet nie wiesz jak bardzo. Ale tego nie można nazwać uczuciem. Zapomnijmy o tej sytuacji, poniosło mnie po prostu.- wyszeptał. Jego oddech pieścił moją skórę, ale słowa raniły. Dlaczego? Nie wiem... Ja do niego też nic nie czuję, ale sam fakt, że się tak zachował jest przytłaczający. Spojrzał mi w oczy, a następnie wzrokiem zjechał na moje usta. Nie minęła chwila, a już muskał swoimi wargami moje. Lekko, delikatnie, zupełnie inaczej nić wcześniej. Jednak nie dano mi się cieszyć z tego zbyt długo, bo dosłownie pare sekund później już go nie było. Dotknęłam moich ciepłych jeszcze ust. Cholera! Co on ze mną robi? Teraz to mam dopiero mętlik w głowie. Skoro to była chwila słabości to co miał oznaczać ten pocałunek na pożegnanie? I ten tekst o podnieceniu... Co n sobie do cholery wyobraża?! Niby jestem psychologiem, ale tego pana trudno mi rozgryźć...
Zwinęłam swoje rzeczy i wyszłam z Ciutat Esportiva najszybciej jak umiałam. O dziwo o tej porze złapałam Taxi, którą podjechałam prosto pod mieszkanie. Cicho wślizgnęłam się do środka. Chciałam mieć chwilę spokoju przed wyjazdem, ale w towarzystwie Krystiana o nigdy nie jest możliwe. Kris leżał na kanapie i 'pochłaniał' wzrokiem zdjęcia jakiejś półnagiej laski. No cóż, przecież to facet. Nie zwracając jego uwagi weszłam do swojego pokoju i po zamknięciu drzwi od razu rzuciłam się na łózko. Na uda położyłam laptopa i zalogowałam się na różne portale społecznościowe na których mam konto. Przez długi czas nie wchodziłam na takie strony...
Gdy dotarłam na Instagrama zobaczyłam coś czego bym się nigdy nie spodziewała. Z skromnej liczby osób obserwujących mój profil (125) zrobiło się 5369! Wśród obserwatorów znalazł się chyba calutki skład Barcy oraz sporo piłkarzy których nie miałam okazji osobiście poznać. Matko! Ostatnie oznaczenia... Nie wierzę! Dani wrzucił zdjęcie jak stoję na środku boiska a wokół mnie pełno zachwyconych piłkarzy. No muszę przyznać, że zdjęcie mu się udało, ale podpis: 'Nasza nowa gwiazdeczka :D' to był jakiś pomylony. O jakieś następne.. CO?! CESC!? 5 minut temu!? To chyba nie wróży nic dobrego... No nie wierzę... Na zdjęciu siedziałam ja oparta o słupek z rozmarzonym wzrokiem... Rozumiem, siedziałam tak cały trening, ale to nie jest kurwa powód by robić mi zdjęcia! 'No hej piękna. Przepraszam za dzisiaj :*' Zapierdole... Już bardziej upokorzona chyba czuć się nie mogę... To przekroczyło wszystkie granice! Jak go spotkam to po prostu rozszarpię! Zatrzasnęłam laptopa i odłożyłam go na biurku. Muszę się jakoś uspokoić...
Włączyłam moja ulubioną składankę i zaczęłam pakowanie. Otwartą walizka leżała na łóżku i co jakiś czas lądowały w niej różne części mojej garderoby. Bagażu przybywało, a ja z minuty na minutę traciłam ochotę na ten wyjazd. Boję się rozmowy z Cesciem, której wiem, że nie uniknę. Jestem beznadziejna... Teraz mam tylko nadzieję, że w autokarze będę siedziała sama, albo z kimś kto nie będzie Fabsem. Jezu, proszę żeby tak było!
Zbliżała się 18:30, czyli czas się zbierać.
- Mała jedziesz?!- usłyszałam donośmy głoś Krystiana. Wie, że jestem w domu? Westchnęłam i z bagażem udałam się do kuchni, w której siedział Kris.
- I jak gotowa?
- Skąd wiedziałeś, że jestem w domu? Jak wchodziłam to byłeś w coś bardzo wpatrzony.- zaśmiałam się a ten tylko przewrócił oczyma.
- No wiesz, jak puszczasz głośno muzykę to nie sposób nie ogarnąć, że wróciłaś.- też się zaśmiał.- To co jedziemy?
- Jasne- uśmiechnęłam się lekko i oboje ruszyliśmy do auta.
Całą drogę mój przyjaciel opowiadał jak to spędził dzisiejszy dzień. Jednak gdy zaparkował zamilkł i westchnął. Następnie pomógł mi wyjąć z auta  walizkę i torbę.
- No mała. To się trzymaj i bądź grzeczna.
- Zastanowię się nad tym. A ty nie zawal mieszkania.- ten tylko skinął głową z dziwnym uśmieszkiem i mnie przytulił.
- Będę tęsknić.
- Nie rozklej mi się tutaj. Przecież niedługo wracam.- zażartowałam. W sumie też mi będzie brakować mojego przyjaciela. I to nie jednego, z racji że Pique nie został powołany.- A teraz muszę się zmywać. Dam znać jak dojadę.- uśmiechnęłam się ciepło.
- No leć. Do usłyszenia.- puścił mnie, a ja udałam się do grupki piłkarzy.
- Hej maleńka. Jak humorek?- z szerokim uśmiechem przywitał mnie Dani Alves.
- A w miarę dobrze. A jak przed meczem?
- Martwi mnie tylko długa podróż. Reszty nie mogę się doczekać.
- I to się nazywa dobre nastawienie.- wyszczerzył się.
- Piękna, kto cię podwiózł?- zagaił Neymar.
- Przyjaciel.- uśmiechnęłam się lekko.
- Tak to się teraz nazywa.- zaśmiał się młody Brazylijczyk. Tak. Zabawne jest dorabianie historyjek.
Nagle otworzyły się drzwi do autokaru, więc wszyscy zebrani udali się w jego stronę. Zajęłam któreś miejsce po oknem. Chciałam przespać całą drogę. Wyjęłam słuchawki i włączyłam muzykę z telefonu. Głowę oparłam o fotel i przymknęłam oczy. Ten spokój długo nie trwał bo nagle mnie ktoś szturchnął. Automatycznie zdjęłam słuchawki i otworzyłam oczy.
- Heeej, mogę się przysiąść?- ujrzałam wesołego Chilijczyka.
- Jasne.- uśmiechnęłam się. No cóż cieszyłam się, że to właśnie Alexis. Chłopak usiadł obok mnie i się cały czas uśmiechał.
- Co tam u ciebie?- spytał.
- W sumie nic ciekawego. Mam nadzieję, że się nie obrazisz jak w pewnym momencie przysnę?
- No pewnie, że nie. Zresztą sam miałem w planie przyciąć komara. Czego słuchasz?- dodał wskazując na mój telefon.
- W tym momencie to była Shakira. Chcesz jedną?- spytałam podając mu jedną słuchawkę. Ale nie umknęło mi, że przez chwilę przestał się uśmiechać i nerwowo przełknął ślinę.
- Jasnę.- chyba wymusił uśmiech.
Cały autokar już był pełny. Cesc całe szczęście usiadł daleko.
Z Alexisem gadaliśmy przez długi czas. Śmialiśmy się, dyskutowaliśmy o piosenkach które leciały z mojego telefonu. Aż w końcu tak jak zapowiadałam- usnęłam oparta o jego ramię.
*
- Słuchajcie, zbliżamy się do hotelu. Przy autokarze wyjaśnię jak wygląda sprawa z pokojami.- przebudził mnie głos trenera. Moja głowa nadal spoczywała na ramieniu Chilijczyka, ale gdy chciałam się podnieść, coś mi to uniemożliwiało. Coś, a konkretniej jego ręka na mojej tali. Nosz kurde. On jeszcze spał. No cóż...
- Alexis, wstawaj zaraz będziemy.- powiedziałam półszeptem. W tamtym momencie poczułam jak obejmująca mnie (jego) ręka przyciąga mnie bardziej. No nie...
- Sanchez, koniec spania.- powiedziałam nieco głośniej. Otworzył oczy i się uśmiechnął.
- Już jesteśmy?- zamruczał.
- Tak. Mam prośbę.
- Dla ciebie wszystko.
- Puścisz mnie w końcu? Trochę no wiesz... niewygodnie.- uśmiechnęłam się lekko. Ten tylko zmierzył mnie wzrokiem, jakby nie bardzo wiedział o co mi chodzi.
- Oj, przepraszam.- uśmiechnął się cierpko, jakby się zawstydził. Szybko cofnął rękę.
- Nic się nie stało.- uśmiechnęłam się szeroko, a on to w końcu odwzajemnij.
W tamtym momencie zajechaliśmy pod spory hotel. No wrażenie to zrobił nie małe. Gdy autokar się zatrzymał, powoli zaczęliśmy go opuszczać. Wszyscy stanęliśmy w jednej grupce czekając, aż Gerardo powiadomi nas pokojach. Po chwili dołączył do nas z lekkim grymasie na twarzy.
- Coś nie tak trenerze?- spytał Andres.
- No zarezerwowali nam jeden pokój za mało. Więc musiałem inaczej porozdzielać pokoje. Jose, Javier i Leo w pokoju nr 356. Oier, Martin i Jonathan 365. Dani, Adriano, Neymar, Pedro 366. Marc, Sergi, Cristian 357. Jordi i Sergio 359. Xavi i Andres 361.A 369 zajmują Cesc, Alexis i Isabela.
Kurwa.
*
**
***
**
*
Krótki, spokojny i zbyt długo pisany :( Mam nadzieję, że następny pojawi się szybciej. ;p
Trzymajcie się :)

2 komentarze:

  1. za długo, stara zajebiście ale nastepny dodaj szybciej ;*

    OdpowiedzUsuń
  2. Dominika wyczuwa trójkącik, hehehehehehe :3
    FaPsiu, co Ci tam odwala, powiedz Ty mi, pls DDDD:
    i jeszcze Sanchez
    i Kris
    pls
    czekam na kolejny <3 i żebym tyle nie czekała! :(

    OdpowiedzUsuń