W tym samym momencie do mieszkania wszedł Krystian z walizkami.
- Hej Mała! Mam jedzenie!- krzyknął na wejściu.
- Ooooo! A co dobrego?- automatycznie wstałam i ruszyłam w jego stronę. Zawsze tak robię gdy ktoś wypowiada te magiczne zdanie.
- Hahahaahahah, widzę nawyk ci się nie zmienił.- zaczął sobie żartować.
- Zabawne...- przewróciłam oczyma.- A tak na serio to co tam masz?
- Może najpierw: Hej, co tam, jak było itp.?- znowu wybuchł śmiechem, ale gdy zobaczył moją poirytowaną minę, od razu spoważniał.- No dobra, wygrałaś. Mam pizze.- wyznał z szerokim uśmiechem, a ja już wiedziałam, że zaświeciły mi się oczy.- Melissa cię pozdrawia.- dodał po chwili.
- Dzięki.- uśmiechnęłam się, pomimo że nie przepadam za tą laską.
- Jak pierwszy dzień?- zapytał Kris, kładąc nasz obiad na stoliku w salonie.
- Oj dużo się działo.- podsumowałam i ugryzłam kawałek pizzy. Krystian zrobił wielkie oczy.
- Aż tak źle, czy aż tak dobrze?- spytał. Westchnęłam, a następnie opowiedziałam mu wszystko ze szczegółami dzisiejszego dnia. Po jego twarzy widziałam, że nastrój mu się zmienia z każdym wypowiedzianym przeze mnie słowem.
- Jeśli mam być szczery, to ci powiem, że dziwny facet z tego piłkarzyka. Uważaj na niego, proszę.- dodał.
- Tylko na nadal nie wiem jak mam go teraz traktować. Jak przyjaciela? Kolegę? Boże Kris! Mam mętlik w głowie..
- Heej! Nie przejmuj się tym tak. Twarda laska z ciebie. Nie daj się pierwszemu, lepszemu Fabregasowi.- założył mi kosmyk włosów za ucho i się uśmiechnął.
- Dziękuję. Nie wiem co bym bez ciebie zrobiła.
- Od tego są przyjaciele.- szepnął i pocałował mnie w czubek głowy. Czuję się przy nim pewnie i bezpiecznie. Mój kochany braciszek...
Gdy się najedliśmy, do późnej nocy oglądaliśmy ligę NBA. Po dłuższym czasie, obojga nas zmuliło i poszliśmy spać...
*
Rano tym razem obudził mnie budzik. Miałam bardzo dużo czasu, bo trening dzisiaj dopiero na 10. Była 7:30 więc postanowiłam wziąć dłuuugą kąpiel. Coś czuję, że to będzie ciężki dzień. I nie chodzi mi o moją pracę, tylko o Fabsa. Jest nieprzewidywalny. Humor mu się zmienia z minuty na minutę. Nadal będzie taki milusi jak wczoraj, czy znowu coś odwali? No cóż, mogłabym myśleć co by było gdyby całymi godzinami...
Wygramoliłam się w wygodnego łóżka, zwinęłam ciuchy i pognałam do łazienki, by Krystian mi jej nie zajął. Ma moje szczęście Kris spał. Wślizgnęłam się do łazienki i nalałam wody do wanny. Stanęłam przed lustrem. Jestem okropna... Usunęłam wacikiem resztki wczorajszego makijażu. Zrzuciłam ubrania i zanurzyłam się w ciepłej wodzie. Umyłam się, włączyłam muzykę i przymknęłam oczy.
Gdy nuciłam refren jednej z piosenek Enrique Iglesiasa, po łazience rozległo się głośne pukanie. Przepraszam, walenie w drzwi.
- IZA! Siedzisz tam godzinę, a mi zaraz pęcherz wybuchnie!
- Sikaj do butelki, albo podlej kwiatki.- zażartowałam wychodząc z wanny.
- To nie jest zabawne! Wyjdź jeśli ci życie miłe!- wybuchłam śmiechem.
- Daj mi chwilę strażaku.- już słyszałam ciche groźby i przekleństwa skierowane w moją stronę. W mig ubrałam przyszykowany przez siebie zestaw składający się z krótkich, czarnych spodenek i granatowego topu. Ledwo wyszłam z łazienki, a Kris zdążył już do niej wbiec i zatrzasnąć drzwi. Ja poszłam do swojej sypialni by spakować się do pracy. Gdy usłyszałam jak Martinez opuszcza toaletę, wróciłam do niej by umyć zęby i nałożyć trochę tuszu na rzęsy. W pełni gotowa skierowałam się w stronę kuchni, z której dochodził okropny smród.
- Ej Kris, co tak daje?!- tak jakby zadałam pytanie retoryczne, bo odpowiedź dostałam jak tylko na niego spojrzałam. Stał ze spalonym kawałkiem pizzy na talerzu z miną mówiącą ' Co to ma do cholery być?'. Próbowałam wstrzymać śmiech, ale to było silniejsze ode mnie.
- Coś ty dziecko najlepszego zrobił?
- No bo chciałem sobie to dziadostwo na śniadanie odgrzać. Wrzuciłem do piekarnika i o tym zapomniałem, bo byłem skupiony na zajętej łazience!- mówił takim tonem jakby chciał wrzucić całą winę na mnie. Ja znowu wybuchłam niepohamowanym śmiechem.- Tak, śmiej się z biednego Krystiana... Będziesz coś chciała...- zrobił smutną minę.
- Dobra nie spinaj się. Za chwilę wychodzę, wracam ok.15. A i jest sprawa... Podwieziesz mnie wieczorem na 19 pod Ciutat Esportiva?- zapytałam z nadzieją.
- Jasne. Po co?
- Wyjeżdżam i wracam jutro w nocy.
- Zostawiasz mnie?!
- Przyzwyczajaj się, bo będę musiała jeździć na każdy mecz Barcy. Domowy i wyjazdowy.- oczy mi się świeciły ze szczęścia, ja to czuję.
- Ehhhh... Znowu ode mnie uciekasz Izabelo.- próbował mówić poważnym głosem.
- Wcale nie uciekam panie Martinez. To po prostu wyjazd służbowy.- uśmiechnęłam się szeroko.- A teraz spadam, kocham cię.- zebrałam swoje rzeczy i kierowałam się do wyjścia.
- Do zobaczenia, ja ciebie też siostra!
*
Spokojnie szłam w stronę ośrodka treningowego. Promienie słoneczne muskały moją twarz. Pogoda zupełnie inna niż z wczorajszego popołudnia.
- Ej! Piękna zaczekaj!- za swoimi plecami usłyszałam radosny głos Chilijskiego napastnika.
- Witam pana. Dzisiaj pieszo?
- Taak... Zapomniałem zatankować i zostałem zmuszony do spacerku...- mówił lekko zawstydzony. Każdemu się przecież zdarza, to nie zbrodnia.
- Rozumiem... Jak nastawienie przed jutrem?- zarzuciłam nowy temat.
- Gramy z Gerafe więc bez stresu. Nawet nie mam pewności czy trener mnie powoła...- posmutniał.
- Ej! Nie mów tak, bo mam pewność, że da ci szanse nawet w pierwszym składzie. Jesteś w świetnej formie, grzechem by było cię na boisko nie wpuścić!- mówiąc to przekraczaliśmy próg Ciutat Esportiva.
- Dzięki, że we mnie wierzysz. To wiele dla mnie znaczy.- taka moja praca, jako psycholog nie mogę go przecież demotywować. Ale mówiłam prawdę, żeby nie było...
- Nie ma za co. Leć się przebrać bo 'Tata' się wkurzy.- dodałam po chwili.
- Ano masz rację. Too do zobaczenia.- cmoknął mnie w policzek i poszedł. Ja też udałam się do swojego gabinetu by się przebrać. Gdy zrobiłam to w miarę sprawnie, z uśmiechem udałam się na murawę.
- A witam! Miło cię widzieć Isabello. Jak wczorajsze pogadanki?- przywitał mnie na wejściu Gerardo.
- Dzień dobry. Chłopcy są niesamowici i coś czuję, że nie będę się przepracowywać. Sami mają w sobie tyle energii i motywacji, że nie potrzebują dodatkowej.- rozgadałam się.
- Oj żeby oni tak tryskali energią dzisiaj na treningu.- zaśmiał się Martino drapiąc się po głowie. Oboje wtedy spojrzeliśmy w miejsce, gdzie na trawie leżeli Marc, Sergi, Jonathan, Leo, Cesc i Dani. Cicho zachichotałam, a na boisko wtargnęła reszta zawodników. Tamta grupka wstała i przede mną i trenerem ustawili się w rządku.
- Gdzie Pique!?- padło twarde pytanie 'Taty'. A faktycznie mojego przyjaciela ani śladu.
- Zaraz będzie.- odpowiedział Fabregas.
- Trenerze, kto jedzie do Getafe?- usłyszeliśmy pytanie Pedro. Wszystkie spojrzenia skierowały się wyczekująco na Gerardo.
- Na pewno my dwoje.- powiedział pokazując na mnie i siebie.- Sztab medyczny. A z was: Jose, Oier, Dani, Martin, Jordi, Adriano, Javier, Marc, Xavi, Andres, Cesc, Jona, Sergio, Sergi, Leo, Ney, Pedro, Alexis i Cristian.
- A Gerard?- tym razem zapytał Cesc.
- Nie ma go teraz, to nie mamy o czym gadać.- skwitował. I nagle, jak na zawołanie na boisko wbiegł zmachany Pique.
- Przepraszam! Zaspałem! To był ostatni raz!- tłumaczył się nerwowo Geri.
- Wiesz, ze dłużej nie będziemy tak pogrywać?
- Ja wiem, na prawdę przepraszam. Poniosę wszelkie konsekwencje.
- No ja myślę. Bo do Getafe z nami nie pojedziesz. Masz się stawić jutro o 9:30 na treningu rezerw, zrozumiano?- mówił z taką stanowczością. Byłam pod wrażeniem.
- Tak jest.- wysyczał przez zaciśnięte zęby Gerard. Ma prawo być zły, ale tylko i wyłącznie na siebie...
- Tą sprawę wyjaśniliśmy. To teraz 30 kółek przebieżki. Pique ty 60.- dodał Martino po chwili. Chłopcy ruszyli do pracy. Ja zaszyłam się opierając o bramkę i obserwując piłkarzy. Wpatrywałam się w nich jak w obrazek. Wpatrywałam się w każdego po kolei. Po chwili zorientowałam się, że przez mega długą chwilę wpatruję się w Barcelońską '4'. Co w nim takiego jest? Pociąga mnie, ale jednocześnie drażni tą pewnością siebie, którą często reprezentuje. Niby się pogodziliśmy, ale nadal nie mam pewności czy nie blefował, by później mnie ośmieszyć. Jest taki tajemniczy, intrygujący, wkurwiający, seksowny... ZARAZ CO?! Nie mogę tak myśleć! Nie chcę się teraz zakochać, zwłaszcza w nim! Ale z drugiej strony: ta postura ciała, zniewalający uśmiech, przeszywające mnie całą spojrzenie tych brązowych oczu i ten boski głos, który powoduje u mnie dreszcze na całym ciele... STOP! Muszę się uspokoić...
- O czym tak myślisz?- spadła na mnie fala gorąca... Dlaczego akurat w tym momencie?!
- Emmm, nic. Tak sobie... Nie powinieneś trenować?
- Eeee.. Już po treningu złotko.- rozejrzałam się. Na boisko poza nami nie było nikogo.- No Śpiąca Królewno, od ponad godziny się na mnie gapiłaś. Aż taki zajebisty jestem?- zaśmiał się złośliwie.
- Cham...- podniosłam się i ruszyłam do mojego gabinetu. Nagle poczułam, jak Cesc chwyta moją dłoń.
- Ej, przepraszam. Zapomnijmy o tej sytuacji. To tylko gapienie się.- znowu się głupkowato śmiał. Tego już za wiele. Wyrwałam dłoń z jego uścisku i zamknęłam się u siebie. Co on sobie wyobraża? Ja mu prawie wybaczyłam, a ten znowu zaczyna z tymi złośliwymi uwagami. A tak się łudziłam, że nasze stosunki się zmienią chociaż odrobinę... Z opowieści Gerarda- jest ideałem. Z moich spostrzeżeń- dupkiem...
Przebrałam się w normalne rzeczy i spakowałam. Stanęłam przy drzwiach i starałam się zarejestrować, czy ten frajer tam nie stoi.
Cisza.
Przekręciłam klucz i już uchylałam drzwi, a tu nagle poczułam mocne szarpnięcie za klamkę. Upadłam, a Cesc po chamsku wbił do pokoju zatrzaskując drzwi. Spojrzał na mnie błagalnym wzrokiem po czym wyciągnął ku mnie dłoń. Pomimo wszystko chwyciłam za nią. Ten pociągnął mnie prosto w swoje silne ramiona i zatrzasnął w uścisku. Patrzał mi prosto w oczy, a ja tylko czułam jak nogi się pode mną uginają... Iza, kiedy ktoś tak na ciebie działał...?
Cesc oparł swoje czoło o moje, nadal nie spuszczając ze mnie wzroku. Nie wiem czemu, moje ciało domagało się więcej. Moje dłonie były usadowione na jego klatce piersiowej. Nagle ni stąd ni zowąd zaczął mnie całować. Z początku delikatnie, ale stopniowo zwiększał ta namiętność. Zaczęłam oddawać pocałunki. Tego chyba pragnęłam w tamtym momencie. Czułości od faceta który mnie pociąga... ALE JA JESTEM GŁUPIA!
***
**
*
**
***
Przepraaaszaaam! Wiem że długo nic nie dodawałam a rozdział jest kiepski... Nie mam teraz czasu na nic :( I coś mi się wydaje, że następny rozdział pojawi się za podobną ilość czasu :( Przepraszam :(
- Aż tak źle, czy aż tak dobrze?- spytał. Westchnęłam, a następnie opowiedziałam mu wszystko ze szczegółami dzisiejszego dnia. Po jego twarzy widziałam, że nastrój mu się zmienia z każdym wypowiedzianym przeze mnie słowem.
- Jeśli mam być szczery, to ci powiem, że dziwny facet z tego piłkarzyka. Uważaj na niego, proszę.- dodał.
- Tylko na nadal nie wiem jak mam go teraz traktować. Jak przyjaciela? Kolegę? Boże Kris! Mam mętlik w głowie..
- Heej! Nie przejmuj się tym tak. Twarda laska z ciebie. Nie daj się pierwszemu, lepszemu Fabregasowi.- założył mi kosmyk włosów za ucho i się uśmiechnął.
- Dziękuję. Nie wiem co bym bez ciebie zrobiła.
- Od tego są przyjaciele.- szepnął i pocałował mnie w czubek głowy. Czuję się przy nim pewnie i bezpiecznie. Mój kochany braciszek...
Gdy się najedliśmy, do późnej nocy oglądaliśmy ligę NBA. Po dłuższym czasie, obojga nas zmuliło i poszliśmy spać...
*
Rano tym razem obudził mnie budzik. Miałam bardzo dużo czasu, bo trening dzisiaj dopiero na 10. Była 7:30 więc postanowiłam wziąć dłuuugą kąpiel. Coś czuję, że to będzie ciężki dzień. I nie chodzi mi o moją pracę, tylko o Fabsa. Jest nieprzewidywalny. Humor mu się zmienia z minuty na minutę. Nadal będzie taki milusi jak wczoraj, czy znowu coś odwali? No cóż, mogłabym myśleć co by było gdyby całymi godzinami...
Wygramoliłam się w wygodnego łóżka, zwinęłam ciuchy i pognałam do łazienki, by Krystian mi jej nie zajął. Ma moje szczęście Kris spał. Wślizgnęłam się do łazienki i nalałam wody do wanny. Stanęłam przed lustrem. Jestem okropna... Usunęłam wacikiem resztki wczorajszego makijażu. Zrzuciłam ubrania i zanurzyłam się w ciepłej wodzie. Umyłam się, włączyłam muzykę i przymknęłam oczy.
Gdy nuciłam refren jednej z piosenek Enrique Iglesiasa, po łazience rozległo się głośne pukanie. Przepraszam, walenie w drzwi.
- IZA! Siedzisz tam godzinę, a mi zaraz pęcherz wybuchnie!
- Sikaj do butelki, albo podlej kwiatki.- zażartowałam wychodząc z wanny.
- To nie jest zabawne! Wyjdź jeśli ci życie miłe!- wybuchłam śmiechem.
- Daj mi chwilę strażaku.- już słyszałam ciche groźby i przekleństwa skierowane w moją stronę. W mig ubrałam przyszykowany przez siebie zestaw składający się z krótkich, czarnych spodenek i granatowego topu. Ledwo wyszłam z łazienki, a Kris zdążył już do niej wbiec i zatrzasnąć drzwi. Ja poszłam do swojej sypialni by spakować się do pracy. Gdy usłyszałam jak Martinez opuszcza toaletę, wróciłam do niej by umyć zęby i nałożyć trochę tuszu na rzęsy. W pełni gotowa skierowałam się w stronę kuchni, z której dochodził okropny smród.
- Ej Kris, co tak daje?!- tak jakby zadałam pytanie retoryczne, bo odpowiedź dostałam jak tylko na niego spojrzałam. Stał ze spalonym kawałkiem pizzy na talerzu z miną mówiącą ' Co to ma do cholery być?'. Próbowałam wstrzymać śmiech, ale to było silniejsze ode mnie.
- Coś ty dziecko najlepszego zrobił?
- No bo chciałem sobie to dziadostwo na śniadanie odgrzać. Wrzuciłem do piekarnika i o tym zapomniałem, bo byłem skupiony na zajętej łazience!- mówił takim tonem jakby chciał wrzucić całą winę na mnie. Ja znowu wybuchłam niepohamowanym śmiechem.- Tak, śmiej się z biednego Krystiana... Będziesz coś chciała...- zrobił smutną minę.
- Dobra nie spinaj się. Za chwilę wychodzę, wracam ok.15. A i jest sprawa... Podwieziesz mnie wieczorem na 19 pod Ciutat Esportiva?- zapytałam z nadzieją.
- Jasne. Po co?
- Wyjeżdżam i wracam jutro w nocy.
- Zostawiasz mnie?!
- Przyzwyczajaj się, bo będę musiała jeździć na każdy mecz Barcy. Domowy i wyjazdowy.- oczy mi się świeciły ze szczęścia, ja to czuję.
- Ehhhh... Znowu ode mnie uciekasz Izabelo.- próbował mówić poważnym głosem.
- Wcale nie uciekam panie Martinez. To po prostu wyjazd służbowy.- uśmiechnęłam się szeroko.- A teraz spadam, kocham cię.- zebrałam swoje rzeczy i kierowałam się do wyjścia.
- Do zobaczenia, ja ciebie też siostra!
*
Spokojnie szłam w stronę ośrodka treningowego. Promienie słoneczne muskały moją twarz. Pogoda zupełnie inna niż z wczorajszego popołudnia.
- Ej! Piękna zaczekaj!- za swoimi plecami usłyszałam radosny głos Chilijskiego napastnika.
- Witam pana. Dzisiaj pieszo?
- Taak... Zapomniałem zatankować i zostałem zmuszony do spacerku...- mówił lekko zawstydzony. Każdemu się przecież zdarza, to nie zbrodnia.
- Rozumiem... Jak nastawienie przed jutrem?- zarzuciłam nowy temat.
- Gramy z Gerafe więc bez stresu. Nawet nie mam pewności czy trener mnie powoła...- posmutniał.
- Ej! Nie mów tak, bo mam pewność, że da ci szanse nawet w pierwszym składzie. Jesteś w świetnej formie, grzechem by było cię na boisko nie wpuścić!- mówiąc to przekraczaliśmy próg Ciutat Esportiva.
- Dzięki, że we mnie wierzysz. To wiele dla mnie znaczy.- taka moja praca, jako psycholog nie mogę go przecież demotywować. Ale mówiłam prawdę, żeby nie było...
- Nie ma za co. Leć się przebrać bo 'Tata' się wkurzy.- dodałam po chwili.
- Ano masz rację. Too do zobaczenia.- cmoknął mnie w policzek i poszedł. Ja też udałam się do swojego gabinetu by się przebrać. Gdy zrobiłam to w miarę sprawnie, z uśmiechem udałam się na murawę.
- A witam! Miło cię widzieć Isabello. Jak wczorajsze pogadanki?- przywitał mnie na wejściu Gerardo.
- Dzień dobry. Chłopcy są niesamowici i coś czuję, że nie będę się przepracowywać. Sami mają w sobie tyle energii i motywacji, że nie potrzebują dodatkowej.- rozgadałam się.
- Oj żeby oni tak tryskali energią dzisiaj na treningu.- zaśmiał się Martino drapiąc się po głowie. Oboje wtedy spojrzeliśmy w miejsce, gdzie na trawie leżeli Marc, Sergi, Jonathan, Leo, Cesc i Dani. Cicho zachichotałam, a na boisko wtargnęła reszta zawodników. Tamta grupka wstała i przede mną i trenerem ustawili się w rządku.
- Gdzie Pique!?- padło twarde pytanie 'Taty'. A faktycznie mojego przyjaciela ani śladu.
- Zaraz będzie.- odpowiedział Fabregas.
- Trenerze, kto jedzie do Getafe?- usłyszeliśmy pytanie Pedro. Wszystkie spojrzenia skierowały się wyczekująco na Gerardo.
- Na pewno my dwoje.- powiedział pokazując na mnie i siebie.- Sztab medyczny. A z was: Jose, Oier, Dani, Martin, Jordi, Adriano, Javier, Marc, Xavi, Andres, Cesc, Jona, Sergio, Sergi, Leo, Ney, Pedro, Alexis i Cristian.
- A Gerard?- tym razem zapytał Cesc.
- Nie ma go teraz, to nie mamy o czym gadać.- skwitował. I nagle, jak na zawołanie na boisko wbiegł zmachany Pique.
- Przepraszam! Zaspałem! To był ostatni raz!- tłumaczył się nerwowo Geri.
- Wiesz, ze dłużej nie będziemy tak pogrywać?
- Ja wiem, na prawdę przepraszam. Poniosę wszelkie konsekwencje.
- No ja myślę. Bo do Getafe z nami nie pojedziesz. Masz się stawić jutro o 9:30 na treningu rezerw, zrozumiano?- mówił z taką stanowczością. Byłam pod wrażeniem.
- Tak jest.- wysyczał przez zaciśnięte zęby Gerard. Ma prawo być zły, ale tylko i wyłącznie na siebie...
- Tą sprawę wyjaśniliśmy. To teraz 30 kółek przebieżki. Pique ty 60.- dodał Martino po chwili. Chłopcy ruszyli do pracy. Ja zaszyłam się opierając o bramkę i obserwując piłkarzy. Wpatrywałam się w nich jak w obrazek. Wpatrywałam się w każdego po kolei. Po chwili zorientowałam się, że przez mega długą chwilę wpatruję się w Barcelońską '4'. Co w nim takiego jest? Pociąga mnie, ale jednocześnie drażni tą pewnością siebie, którą często reprezentuje. Niby się pogodziliśmy, ale nadal nie mam pewności czy nie blefował, by później mnie ośmieszyć. Jest taki tajemniczy, intrygujący, wkurwiający, seksowny... ZARAZ CO?! Nie mogę tak myśleć! Nie chcę się teraz zakochać, zwłaszcza w nim! Ale z drugiej strony: ta postura ciała, zniewalający uśmiech, przeszywające mnie całą spojrzenie tych brązowych oczu i ten boski głos, który powoduje u mnie dreszcze na całym ciele... STOP! Muszę się uspokoić...
- O czym tak myślisz?- spadła na mnie fala gorąca... Dlaczego akurat w tym momencie?!
- Emmm, nic. Tak sobie... Nie powinieneś trenować?
- Eeee.. Już po treningu złotko.- rozejrzałam się. Na boisko poza nami nie było nikogo.- No Śpiąca Królewno, od ponad godziny się na mnie gapiłaś. Aż taki zajebisty jestem?- zaśmiał się złośliwie.
- Cham...- podniosłam się i ruszyłam do mojego gabinetu. Nagle poczułam, jak Cesc chwyta moją dłoń.
- Ej, przepraszam. Zapomnijmy o tej sytuacji. To tylko gapienie się.- znowu się głupkowato śmiał. Tego już za wiele. Wyrwałam dłoń z jego uścisku i zamknęłam się u siebie. Co on sobie wyobraża? Ja mu prawie wybaczyłam, a ten znowu zaczyna z tymi złośliwymi uwagami. A tak się łudziłam, że nasze stosunki się zmienią chociaż odrobinę... Z opowieści Gerarda- jest ideałem. Z moich spostrzeżeń- dupkiem...
Przebrałam się w normalne rzeczy i spakowałam. Stanęłam przy drzwiach i starałam się zarejestrować, czy ten frajer tam nie stoi.
Cisza.
Przekręciłam klucz i już uchylałam drzwi, a tu nagle poczułam mocne szarpnięcie za klamkę. Upadłam, a Cesc po chamsku wbił do pokoju zatrzaskując drzwi. Spojrzał na mnie błagalnym wzrokiem po czym wyciągnął ku mnie dłoń. Pomimo wszystko chwyciłam za nią. Ten pociągnął mnie prosto w swoje silne ramiona i zatrzasnął w uścisku. Patrzał mi prosto w oczy, a ja tylko czułam jak nogi się pode mną uginają... Iza, kiedy ktoś tak na ciebie działał...?
Cesc oparł swoje czoło o moje, nadal nie spuszczając ze mnie wzroku. Nie wiem czemu, moje ciało domagało się więcej. Moje dłonie były usadowione na jego klatce piersiowej. Nagle ni stąd ni zowąd zaczął mnie całować. Z początku delikatnie, ale stopniowo zwiększał ta namiętność. Zaczęłam oddawać pocałunki. Tego chyba pragnęłam w tamtym momencie. Czułości od faceta który mnie pociąga... ALE JA JESTEM GŁUPIA!
***
**
*
**
***
Przepraaaszaaam! Wiem że długo nic nie dodawałam a rozdział jest kiepski... Nie mam teraz czasu na nic :( I coś mi się wydaje, że następny rozdział pojawi się za podobną ilość czasu :( Przepraszam :(
o Navasie. końcówka mnie zatkała. Fabsiu jeszcze lepszy niż Edward w Zmierzchu, lol (y)
OdpowiedzUsuńCzemu ja czuję, że Geri się z Cesciem pokłócą, a Krystian się jeszcze dopakuje???
Czekam na kolejny! :*
pooostaraj sie szybciej proooszeee
OdpowiedzUsuńjejku zakochałam się w tym blogu! <3
OdpowiedzUsuńZ tymi wszystkimi chłopakami to jeszcze sie będzie działo mhm...
Jednak w 200% wygrywa tutaj Alexis i jego boska klata <3 więc ja jestem za #TeamAlexis *____*
Zapraszam także na mojego bloga i liczę na komentarz :* http://tenemos-solo-estos-momentos.blogspot.com/
Jakbyś mogła to informuj mnie o kolejnych rozdziałach na moim asku : http://ask.fm/AmaJestem ,ewentualnie na blogu :)